Człowiek by sobie pospał pewnie do nie wiadomo której, wiadomo, niedziela. Cóż jednak począć, kiedy chce się pozbyc starego rzęchowatego monitora i pojawia się pan, który go weźmie, jeszcze 15 zł zapłaci. Taka fortuna piechotą nie chodzi, toteż zerwałem się wczesnym porankiem o 10 aby dokonać transakcji. Transakcja dokonana, kłaść się spać spowrotem nie będę. Obejrzę sobie sztafetę, taki będę! W końcu mamy nie lada biegaczki, więc mamy szansę powalczyć o pozycję jednocyfrową ;).
Z drugiej strony dwucyfrowa, też nie jest zła, ważne, że z 1 na początku. Że niby się nie da z 2? Mówimy przecież o POLSKIEJ reprezentacji. Ważne, że Justyna pokazała, że wcale nie jest z nią tak źle jak niektórzy chcieliby sądzić po wczoraj.
Pooglądane zawody, śniadanie zjedzone, hiszpański nauczony, idziemy biegać. Od rana, bo po maminym obiadku to różnie z tym bywa... Zresztą akurat miałem wolną chwilę, a po południu nie miałbym takiego luksusu.
Jak było? Bardzo dobrze. Dałem sobie wycisk i teraz czuję trudy 4 mocnych treningów w tygodniu, bo ledwo widzę co tu skrobę na tym monitorku. Forma jest, szczególnie psychiczna, co będę powtarzał do upadłego, bo to jest dla mnie ważniejsze niż dobre samopoczucie fizyczne. I pierwszy raz w historii moich biegów wyliczyłem sobie trasę na tyle idealnie, że nie musiałem ostatnich 5 minut krążyć jak głupi pod blokiem, w tę i spowrotem.
Teraz dwa dni oddechu, za wiele w sporcie się nie dzieje, więc można skupić się na tym co ważne w życiu prawdziwie dorosłego i odpowiedzialnego mężczyzny. Tak, na jedzeniu też, ale akurat nie o to chodzi, hłe hłe.
Z błogosławieństwem na ostatnie 3 godziny niedzieli.
Ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz