wtorek, 20 listopada 2012

Niespodziewajki (1 września 2012)


Sobota wieczór. Większość Polaków o tej porze baluje, tudzież korzysta z uroków wieczora przed wolną niedzielą. Gimbazy szaleją ze szczęścia bo mają szkołę od poniedziałku.

Ja biegam.

Takie są uroki piątkowych wypadów na działkę. Sobotnie bieganie wypada wtedy na wieczór bo, wcześniej się człowiek nie wyrobi, bo trzeba jeszcze milion rzeczy ogarnąć. Dodatkowo organizm pracuje na zdwojonych obrotach, po zalaniu do pełna baku paliwem C2H5OH i wszysko wychodzi jakoś tak lepiej.

I z tego wszystkiego robi się wieczór.

Jak się okazuje jest to pora na bieganie najlepsza. Byłem przygotowany dzisiaj na ciężkie wciry od organizmu za wczorajsze wygibasy. Tymczasem, akurat dzisiaj miałem bodaj najlepszy biegowy dzień od początku. Mógłbym biegać do teraz (a skończyłem po 21) i to w nienajgorszym tempie. No i dzisiaj miałem sprinty, coś co lubię chyba najbardziej. Dlatego nie trenuję sprintu tylko szykuję się pod maraton :). Generalnie obecność takiej formy dzisiaj to duuuuuża niespodzianka dla mnie.

No i mam w końcu rower! Jutro będzie okazja na pierwszą przejażdżkę dla przyjemności. Jak ja to lubię, mmmmmmm.

No i mamy lidera w Łodzi! Wiedziałem, że tę ekipę będzie stać na więcej niż się niektórym wydawało, ale tego to się w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałem. Oby tak dalej! I nawet udało mi się obejrzeć 20 minut tego meczu! Sukces goni sukces.

W ogóle ostatnio jakoś tak po mojemu. Wszyscy dookoła szczęśliwi chodzą, nie marudzą, ja też luźna guma. Jeszcze się praca sama by mogła znaleźć i już byłoby kompletnie miodzio...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz