No masz, udało się. Już myślałem, że sam siebie zatłukę, że tyle tych wpisów nawaliłem, a to i tak nie wszystkie, częśc będzie jawic się na moim drugim blogu.
Bo gdyż albowiem zaprawdę powiadam Wam, postanowiłem się przeprowadzic tu, to raz, a dwa podzielic moją dotychczasową twórczośc między kwestie związane ze sportem, turystyką, ewentualnie jakimś-tam gadaniem o Łodzi i sprawach z tym bagienkiem związanych. Tendencje do filozowania w bardzo ciężki, mało zrozumiały i bezsensowny sposób postanowiłem przelac na drugiego bloga filozujac.blogspot.com. Tam też znajdzie się logiczne uzupełnienie niektórych moich dotychczasowych postów, wrzuconych tutaj w celach reminescencyjnych oraz ciekawsko-wglądowych.
Także koniec memłania nie znającego się na sporcie o jakiś wydumanych pierdółkach. Tylko sport, krew, pot, łzy, twarda walka, wybite szyby w oknach i komentatorzy TVP Sport.
Jutro będzie śmiesznie bo wstaję o 7 tylko po to żeby sobie pobiegac przed wojażem do Stolicy, jednodniowym po jednodniowym, ale zawsze wojażem.
Więc, w związku z tym, że czeka mnie przeprowadzka drugiej części bloga, a także piszę już takie bzdury, że sam nie wiem o co chodzi, pozwolę sobie zaprosic do dalszego zaglądania tu już od jutra, kiedy to przedstawię relację z moich porannych cierpień i całodniowych uniesnień turystycznych.
Maraton boli, nawet na 5 miesięcy przed startem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz