wtorek, 20 listopada 2012
Radocha (23 sierpnia 2012)
Dzisiaj za mną drugi trening drugiego tygodnia. O wczorajszym nie wspominam, bo generalnie został odbębniony, ale jak się przez dwa dni robi 660 kmów autem i załatwia milion różnych rzeczy, to ciężko mieć siłę i radość z biegania.
Ale dzisiaj radość przyszła. 40 min biegu. Pierwsze 25, normalnie, z lekkim kryzysem w środku. A dalej to, co jest sensem trenowania. Czuć, że organizm sam ciągnie nas do przodu, kiedy czujemy się mega lekko, po prostu niesiemy się dalej. Uczucie, że złapało się ten idealny rytm i możnaby tak biec i biec, bez końca. Znałem to z jazdy na rowerze, ale nie wiedziałem, że przy bieganiu też coś takiego występuje. I daje jeszcze większą satysfakcję!
Człowiek w takiej chwili rozumie co to znaczy "być w formie". Czasem mówi się o zwycięzcach, że grają/jadą/biegną/robią cokolwiek tak jakby nic ich nie mogło zatrzymać. Znaczy to, że trafili z formą, że czują się tak jak ja dzisiaj. Wszystko się udaje, wszystko wychodzi.
Oby tak jak najczęściej!
A Śląsk pokazuje, dokładną odwrotność tego, czyli jak ktoś nie ma formy to nie idzie kompletnie nic. Legia pewnie awansuje, mają za duże ciśnienie w klubie, żeby to mogło nie wyjść. Kasa musi się zgadzać ;).
Jutro miało być pływanie, ale chyba sobie odsapnę, bo tydzień mega ciężki, a to dopiero jego środek w zasadzie :).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz