wtorek, 20 listopada 2012
Oj, oj, oj (23 października 2012)
Długo mnie nie było tu, oj za długo. Coś się opuściłem ostatnio, tak być nie może!
No ale z drugiej strony czym się tu chwalić... Odpuściłem dwa dni biegania. Prawdę powiedziawszy z pełną premedytacją, chociaż z zamierzonym powrotem najprawdopodobniej jutro. A jak nie jutro to najpóźniej w przyszłą środę, kiedy zaczynam plan do maratonu. Nie dopuszczam jednak takiej myśli, że nie będę 2 tygodnie biegał.
Tak czy siak, co by się nie działo i w ogóle, aktywność fizyczna zostanie utrzymana! W końcu mam możliwość jeżdżenia do pracy rowerem (hip hip hurra!). Oznacza to oszczędności. Po pierwsze - czasu - korki mi już nie straszne, wszystkie skróty dozwolone i parkowanie pod samym wejściem do pracy, hihih. Po drugie oszczędność kasy - benzyna darmowa nie jest, mpk ewentualnie też nie. A rower zużywa tylko tyle co zjem, a to tańsze niż benzyna czy migawka :). Największa oszczędność jednak to oszczędność nerwów. Oj, uwielbiam stanie na światłach, wolno jadące mameje i cwaniaczków wciskających się przede mnie. Teraz jestem sam kowalem własnego losu! Wspaniale :).
Sportowo całkiem całkiem. Widzew zwycięski, chociaż było momentami gorąco. Jednak młoda świeża krew czasem duuużo daje! Szkoda tylko, że wynik lepszy niż gra, ale nie widzę powodów do narzekania ;). Ciekawi mnie kiedy ruszy się coś ze stadionem, ale to pewnie melodia przyszłości...
No cóż, dziś postanowiłem postanowić sobie kilka nowych drobnych postanowień, może się uda. Chociaż pamiętam, że pisałem o jakiś ostatnio i już nawet nie pamiętam o co chodziło :). Ważne żeby pomału do przodu, na przyspieszenie do maxa jeszcze przyjdzie czas. Dziś czas przygotowań do zawodów, że tak metaforycznie powiem.
Fundamenty, żeby były solidne, muszę troszkę czasu powstawać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz