wtorek, 20 listopada 2012

Pół drogi z górki, drugie pół pod górkę... (6 października 2012)



...a żeby było śmieszniej, biegnąc po równym! Wiatr dawał mi się dzisiaj we znaki wyjątkowo uporczywie. Prawdę powiedziawszy do tej pory nie biegałem jeszcze przy tak dużym wietrze. Tzn. generalnie nic to strasznego, bieganie to nie rower, że jak zawieje to człowiek spadnie. Chociaż mało przyjemnym jest uczucie, że biegnie się przed siebie a grunt nie przesuwa się pod nogami ;).

I deszcz jeszcze też sobie przez chwilę postanowił popadać! Chciał chyba ostudzić mój temperament, ale zakładam, że nie wiedział, iż mój temperament jest wystarczająco ostudzony przeze mnie samego.

Więc poprzez wiatry, ulewy, liście i kilka samochodów udało mi się zrealizować kolejny trening! To już 8 tydzień, jestem pod wrażeniem swoich dokonań, a jednocześnie jestem przerażony, że do maratonu jeszcze ponad 3 razy tyle ;). Mam dołek psychiczny, troszku mi się nie chce biegać, w związku z czym staram się to robić jeszcze pilniej i nie odpuszczać ani minutki. Chęci powinny wrócić.

Żeby nie było tak różowo, zostałem dzisiaj sprowadzony na ziemię. Myślałem, że jestem kozakiem i hablam ciężko, jak zawodowiec. Niestety. Hablam ledwo co. Jak uda mi się poprawić to przyjdę się pochwalić póki co zawstydzony zamykam się w pokoju i oddaję się moim cowieczornym rozmyślaniom "co to się będzie działo od wtorku?"...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz