wtorek, 20 listopada 2012

Rowerowo (7 września 2012)


Tylko niech ktoś mi powie, że w Łodzi i okolicach nie ma gdzie pojeździć na rowerze! To będę bił kijem, aż obrzęk wystąpi!

Ambitne plany wycieczki nad zalew Sulejowski okazały się być fantastycznymi ambitnymi planami. Pogoda miała być gorsza, ale szału nie ma, żeby ponad 100 kmów jechać w takim wietrze i popadującym od czasu do czasu deszczu... Co innego połowę tego dystansu ;).

Przejechaliśmy sobie z ojcem pętelkę przez południowe "zagłębie" rekreacyjne Łodzi. Najpierw Rzgów, potem Kalinko. Dalej zajrzeliśmy do stolicy polskiej mody, czyli Tuszyna (nawet przejechaliśmy przez targowisko, zapachniało Mediolanem! A może to w Mediolanie pachnie Tuszynem?). Następnie Tuszyn - Las, las koło Tuszyna - Lasu, Zofiówka, Rydzynki i prawie pod Pabianice. Plan zakładał skonsumowanie dobrej rybki w Osadzie Rybackiej Sereczyn. Smażony pstrąg obronił się niczym Częstochowa. I jak bliziutko ;). Okazało się, że mają także swoje wyroby, typu chlebek, kiełbasa wędzona czy sery, więc troszku nakupiliśmy i będziem testować.
Oczywiście trzeba było po takie rzeczy jeździć na drugi koniec Polski, po co spojrzeć w najbliższej okolicy ;).

Powrót do domu, na szczęście raptem 20 min, bo nóżki zaczęły pomału postulować wypowiedzenie mi umowy użytkowania. Dzisiaj tylko jeszcze dojechać do Love i łodpoczywam do jutra wieczorem :).

Wrażenia z wycieczki bardzo dobre, chociaż mam jeszcze kilka planów, dotyczących północnych i wschodnich obrzeży Łodzi. Chociaż póki co melodia przyszłości, chyba, że w przyszłym tygodniu pogoda się poprawi i siły oraz chęci będą. Będę informował na bieżąco.

Miałem jeszcze dziś podjąć się zrecenzowania literatury dla ambitnych, którą właśnie skończyłem, ale póki co najzwyczajniej w świecie mi się NIE CHCE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz