Ósma czydzieści. Czy dni wolnego, a ja piszę notatkę na blogu o ósmej czydzieści. W zasadzie to mógłbym wcześniej bo nie śpię od godziny. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że bynajmniej nie poszedłem spać specjalnie wcześnie, bo chyba było koło 1. Nie wiem, nie pamiętam, gadało mi się równie fajnie co przedwczoraj, więc nawet nie bardzo ogarniałem, która jest godzina.
W końcu chyba docieram do tego czegoś czego szukałem od baaaaaardzo dawna. Luzu na co dzień. Nigdzie się nie spieszę, nic nie muszę, wszystko co jest konieczne do załatwienia załatwiam z pełnym luzikiem, przecież i tak tego nie uniknę. 3 dni w pracy? Spoko, im ja bardziej podchodzę do tego na luzie tym szybciej mi czas zlatuje, a ludzie są sympatyczniejsi. Zresztą inaczej czeka się na 21, kiedy wiesz, że wrócisz do domu, zjesz coś i idziesz na piwko w plener.
Bo kto powiedział, że w te wakacje nie będę miał wakacji? Trzeba przepracować to co trzeba, a każdą wolną chwilę wykorzystać w pełni, żeby smakowała jak piwko w Czeskim Filmie, do którego się dzisiaj wybieramy ze świeżo upieczoną bracią przewodnicką. Będzie dobrze, a już mi się śmiać chce na myśl o naszej grupie zwiedzającej od rana łódzkie lotnisko ;).
Zaraz zjem sobie coś smakowitego, spakuję w kieszeń mp3 i polecę gdzieś w plener, odziany w świeżą koszulkę i jakieś luźne spodenki. Białe buty to także obowiązek. Dziewczyny - oglądajcie się! Mam nadzieję poczytać coś fajnego, albo pozwiedzać miasto, albo beztrosko popróżnować, albo najlepiej połączyć wszystkie te czynności w całość.
Nikt nie powiedział, że mając urlop dopiero we wrześniu nie można mieć wakacji. Wakacje bez wakacji? Kupuję w ciemno i na bank poproszę o dokładkę ;).
PS Zapomniałem jeszcze dodać, że jeśli ktoś ma problem jak swego czasu ja - ciągle coś przeszkadza w sympatycznym ogarnięciu życia polecam klip do kawałka, który mnie ostatnio nakręca na najwyższe obroty. Rudimental feat. Ella Eyre - Waiting all night, to jest to!
czwartek, 20 czerwca 2013
sobota, 15 czerwca 2013
Instynkt przetrwania
Oj jak fajnie, fajnie, fajnie. W końcu, w zasadzie pierwszy raz w tym roku, miałem okazję się przejechać gdzieś na rowerku, ot tak. Bez ograniczeń czasowych, przestrzennych i żadnych innych. Mam nadzieję, że okazja jest pełnoletnia, bo wykorzystałem ją tak bardzo jak tylko się da.
Zjechałem pół Łodzi. W zasadzie to dosłownie. Zacząłem na południu, znaczy się na Chojnach, dotarłem w pewnym momencie na Olechów i to taki już graniczny Olechów, a z Olechowa to już prosta droga na Radogoszcz prawda? Oczywiście wrócić z tego ostatniego też jakoś trzeba było ;).
Dałem sobie w kość ale było warto. Nawet już nie jestem tak zły na siebie jak wcześniej za wyjęcie z plecaka batoników, które nie wiem czemu mi tam przeszkadzały. Kombinowanie drogą do sukcesu nie jest. Sił mi brakowało, wracałem tempem żółwim, ale w końcu wróciłem i to się dla mnie liczy najbardziej. Dodatkowy plus - mam kilka ciekawych spostrzeżeń na tematy różne.
Po pierwsze. Park Źródła Olechówki jest totalnym nieporozumieniem. Ostatnio dowiedziałem się o jego istnieniu i postanowiłem go wytestować. Miejsce fajne być musi, źródełko rzeki fajna rzecz. Tym bardziej, że portal Zielona Łódź rozpływa się nad tym jaki to on nie jest super. Nie jest super ani jako park, ani jako Źródła Olechówki. Miasto jak zwykle zaszalało. Zagospodarowanie terenu zielonego jako park po łódzku - walnąć tabliczkę "Park" i postawić dosłownie trzy ławki (albo dwie, nie pamiętam, szału nie ma). Żadnych alejek, jedynie wydeptane ścieżynki. Po prostu miasto wpisało teren zielony, na który przychodzili mieszkańcy pić piwko i wyprowadzać dzieci oraz pieski, na listę parków i stwierdziło, że jest super. No nie jest. Miło byłoby jednak coś zrobić, a jak szkoda kasy, to już lepiej sobie darować temat w całości. Przynajmniej wstydu nie ma.
No ale nic. Źródło Olechówki zrekompensuje wszelkie niedogodności. W końcu, cytując "Zieloną Łódź" Teren parku obejmuje swoim zasięgiem inicjalny fragment doliny Olechówki wraz z czynnymi źródliskami rzeki. Supcio. Lubię takie klimaty. Myślałem głupi, że skoro to główna atrakcja parku to będzie jakaś tabliczka informująca, gdzie to jest. Niestety. Po dwóch wjechaniach w krzaki, bo ktoś tak wydeptał ścieżkę, dotarłem do ścieżki, która prowadziła wzdłuż Olechówki. Bomba, teraz prosto do źródeł! Niestety, za jakiś czas zobaczyłem kanał z którego śmiało wywiera sobie woda. Pomyślałem, że tak nie może być. Pojechałem dalej, w kolejne krzaki. Niestety, okazało się, że dalej już sucho, jedyne co płynie to asfalt pobliskiej ulicy. Stwierdziłem, że skoro już się z tego parku wydostałem dalej dociekać nie będę, bo i po co? Najgorsze jest to, że nie wiem do teraz czy to co widziałem, to źródło Olechówki czy tylko kanał, którym rzeczka płynie. Można było postawić tabliczkę "TO TU", ale pewnie szkoda było kasy, a jak szkoda kasy...
Lekko zawiedziony udałem się dalej w miasto. Traf chciał, że jednocześnie mogłem stestować najnowszą ścieżkę rowerową w Łodzi, tę "widzewską". Jest świetna, to fakt. Póki co równa, ładnie oznakowana i w ogóle daje radę.
Niestety, ścieżka rowerowa nie nauczy jeździć po niej rowerzystów. Ciągle boleję nad edukacją, bo przez różnych takich "wynalazków", potem jest opinia, że rowerzyści zachowują się jak debile. Niestety opinia wydaje się być po sporej części słuszna. Jak można tłumaczyć na przykład kolegę na rowerze, przekraczającego ścieżkę rowerową, który rozejrzał się ale tylko w jedną stronę? Bo jeszcze to, że para dziadków wymusiła na mnie pierwszeństwo, nie wiedząc zapewne, że jadąc z prawej mam pierwszeństwo przeboleję. Jednak nie przeboleję tego, że owa para nawet się nie spojrzała w moją stronę... A gdyby ktoś gnał 40 na godzinę, co wbrew pozorom tak trudne na rowerze nie jest? Kolizja gwarantowana. Dalej kolejne fajne numery - wyprzedzanie na skrzyżowaniach i zakrętach, jazda całą szerokością ścieżki w kilka osób (trzeba sobie pogadać, rozumiem, ale trzeba też zostawić miejsce tym co jadą sami i z naprzeciwka) czy rodzice nakazujący ruszać dzieciom w momencie, kiedy z naprzeciwka ktoś nadjeżdża.
Mało mamy problemów z kierowcami (o nich mógłbym kolejną litanię napisać) i pieszymi? Nie przeszkadzajmy sobie sami, drodzy rowerzyści. Bo ja rozumiem braki w edukacji, często nikt was poprawnej jazdy nie uczy. Wybaczam. Ale braku myślenia i chyba jakiegokolwiek instynktu przetrwania już nie zdzierżę. Często ci jadący szybciej wiedzą lepiej jak się jeździ, przez co widzą więcej i są w stanie przewidzieć ewentualne zagrożenia. Niestety nie sprawdza się to w 100% przypadków. Wypadek dwóch rowerzystów śmierci raczej nie spowoduje, ale złamać już cosik łatwo. Dlatego po prostu jeździjmy uważnie, rozglądajmy się i szanujmy uczestników ruchu drogowego. Ku naszemu i innych bezpieczeństwu.
Z umoralniającym pozdrowieniem.
Ja.
Zjechałem pół Łodzi. W zasadzie to dosłownie. Zacząłem na południu, znaczy się na Chojnach, dotarłem w pewnym momencie na Olechów i to taki już graniczny Olechów, a z Olechowa to już prosta droga na Radogoszcz prawda? Oczywiście wrócić z tego ostatniego też jakoś trzeba było ;).
Dałem sobie w kość ale było warto. Nawet już nie jestem tak zły na siebie jak wcześniej za wyjęcie z plecaka batoników, które nie wiem czemu mi tam przeszkadzały. Kombinowanie drogą do sukcesu nie jest. Sił mi brakowało, wracałem tempem żółwim, ale w końcu wróciłem i to się dla mnie liczy najbardziej. Dodatkowy plus - mam kilka ciekawych spostrzeżeń na tematy różne.
Po pierwsze. Park Źródła Olechówki jest totalnym nieporozumieniem. Ostatnio dowiedziałem się o jego istnieniu i postanowiłem go wytestować. Miejsce fajne być musi, źródełko rzeki fajna rzecz. Tym bardziej, że portal Zielona Łódź rozpływa się nad tym jaki to on nie jest super. Nie jest super ani jako park, ani jako Źródła Olechówki. Miasto jak zwykle zaszalało. Zagospodarowanie terenu zielonego jako park po łódzku - walnąć tabliczkę "Park" i postawić dosłownie trzy ławki (albo dwie, nie pamiętam, szału nie ma). Żadnych alejek, jedynie wydeptane ścieżynki. Po prostu miasto wpisało teren zielony, na który przychodzili mieszkańcy pić piwko i wyprowadzać dzieci oraz pieski, na listę parków i stwierdziło, że jest super. No nie jest. Miło byłoby jednak coś zrobić, a jak szkoda kasy, to już lepiej sobie darować temat w całości. Przynajmniej wstydu nie ma.
No ale nic. Źródło Olechówki zrekompensuje wszelkie niedogodności. W końcu, cytując "Zieloną Łódź" Teren parku obejmuje swoim zasięgiem inicjalny fragment doliny Olechówki wraz z czynnymi źródliskami rzeki. Supcio. Lubię takie klimaty. Myślałem głupi, że skoro to główna atrakcja parku to będzie jakaś tabliczka informująca, gdzie to jest. Niestety. Po dwóch wjechaniach w krzaki, bo ktoś tak wydeptał ścieżkę, dotarłem do ścieżki, która prowadziła wzdłuż Olechówki. Bomba, teraz prosto do źródeł! Niestety, za jakiś czas zobaczyłem kanał z którego śmiało wywiera sobie woda. Pomyślałem, że tak nie może być. Pojechałem dalej, w kolejne krzaki. Niestety, okazało się, że dalej już sucho, jedyne co płynie to asfalt pobliskiej ulicy. Stwierdziłem, że skoro już się z tego parku wydostałem dalej dociekać nie będę, bo i po co? Najgorsze jest to, że nie wiem do teraz czy to co widziałem, to źródło Olechówki czy tylko kanał, którym rzeczka płynie. Można było postawić tabliczkę "TO TU", ale pewnie szkoda było kasy, a jak szkoda kasy...
Lekko zawiedziony udałem się dalej w miasto. Traf chciał, że jednocześnie mogłem stestować najnowszą ścieżkę rowerową w Łodzi, tę "widzewską". Jest świetna, to fakt. Póki co równa, ładnie oznakowana i w ogóle daje radę.
Niestety, ścieżka rowerowa nie nauczy jeździć po niej rowerzystów. Ciągle boleję nad edukacją, bo przez różnych takich "wynalazków", potem jest opinia, że rowerzyści zachowują się jak debile. Niestety opinia wydaje się być po sporej części słuszna. Jak można tłumaczyć na przykład kolegę na rowerze, przekraczającego ścieżkę rowerową, który rozejrzał się ale tylko w jedną stronę? Bo jeszcze to, że para dziadków wymusiła na mnie pierwszeństwo, nie wiedząc zapewne, że jadąc z prawej mam pierwszeństwo przeboleję. Jednak nie przeboleję tego, że owa para nawet się nie spojrzała w moją stronę... A gdyby ktoś gnał 40 na godzinę, co wbrew pozorom tak trudne na rowerze nie jest? Kolizja gwarantowana. Dalej kolejne fajne numery - wyprzedzanie na skrzyżowaniach i zakrętach, jazda całą szerokością ścieżki w kilka osób (trzeba sobie pogadać, rozumiem, ale trzeba też zostawić miejsce tym co jadą sami i z naprzeciwka) czy rodzice nakazujący ruszać dzieciom w momencie, kiedy z naprzeciwka ktoś nadjeżdża.
Mało mamy problemów z kierowcami (o nich mógłbym kolejną litanię napisać) i pieszymi? Nie przeszkadzajmy sobie sami, drodzy rowerzyści. Bo ja rozumiem braki w edukacji, często nikt was poprawnej jazdy nie uczy. Wybaczam. Ale braku myślenia i chyba jakiegokolwiek instynktu przetrwania już nie zdzierżę. Często ci jadący szybciej wiedzą lepiej jak się jeździ, przez co widzą więcej i są w stanie przewidzieć ewentualne zagrożenia. Niestety nie sprawdza się to w 100% przypadków. Wypadek dwóch rowerzystów śmierci raczej nie spowoduje, ale złamać już cosik łatwo. Dlatego po prostu jeździjmy uważnie, rozglądajmy się i szanujmy uczestników ruchu drogowego. Ku naszemu i innych bezpieczeństwu.
Z umoralniającym pozdrowieniem.
Ja.
piątek, 14 czerwca 2013
Nowy dzień
Dwa miesiące temu o tej porze padałem na twarz po maratonie. Dzisiaj też jestem w zasadzie na mecie maratonu. Skończyłem maraton pod tytułem "kurs przewodnika miejskiego po Łodzi".
Oj było ciężko i w trakcie i pod koniec. Właśnie ze mnie spływają resztki emocji i całe zmęczenie.
Było warto. Miałem ochotę się rozpisać, że w końcu poznałem miasto, zajrzałem w miejsca w które bym nie zajrzał i w ogóle jestem mądrzejszy, ale nie mam siły. Najlepsze jest to, że postanowiłem sobie nic o Łodzi nie czytać przez najbliższy czas. Ta, mhm. To miasto tak wciąga, że niestety, ale pewnie jutro wsiądę na rower i skoczę gdzieś do parku, poczytać o Wielkiej Łodzi Przemysłowej.
Ważne, że przypomniałem sobie, że skoro mam internet pod ręką to mogę coś tu popisać. Obiecuję odpocząć i wypocić coś więcej.
Nie podołam więcej na dzisiaj...
Pewnie śnić mi się będzie i tak Łódź.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)