piątek, 14 czerwca 2013

Nowy dzień

Dwa miesiące temu o tej porze padałem na twarz po maratonie. Dzisiaj też jestem w zasadzie na mecie maratonu. Skończyłem maraton pod tytułem "kurs przewodnika miejskiego po Łodzi".

Oj było ciężko i w trakcie i pod koniec. Właśnie ze mnie spływają resztki emocji i całe zmęczenie. 

Było warto. Miałem ochotę się rozpisać, że w końcu poznałem miasto, zajrzałem w miejsca w które bym nie zajrzał i w ogóle jestem mądrzejszy, ale nie mam siły. Najlepsze jest to, że postanowiłem sobie nic o Łodzi nie czytać przez najbliższy czas. Ta, mhm. To miasto tak wciąga, że niestety, ale pewnie jutro wsiądę na rower i skoczę gdzieś do parku, poczytać o Wielkiej Łodzi Przemysłowej. 

Ważne, że przypomniałem sobie, że skoro mam internet pod ręką to mogę coś tu popisać. Obiecuję odpocząć i wypocić coś więcej.

Nie podołam więcej na dzisiaj...

Pewnie śnić mi się będzie i tak Łódź. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz