Kolejny szalony tydzień, pełen nowatorskich błyskotliwych wpisów, okraszonych nie byle jakimi dowcipami, podszytymi dramatyczną historią człowieka zmagającego się z trudami treningu do biegu maratońskiego.
No, to może za jakieś dwa miesiące uda mi się napisac. Póki co za sukces traktuję jakikolwiek wpis.
Chociaż powinno byc coraz lepiej.
Opisane we wtorek postanowienia pomału zaczynają kiełkowac, niech sukcesem będzie fakt, iż w ogóle pamiętam co sobie założyłem.
Generalnie mój organizm zaczyna się przestawiac na tryb pracujący. Wstaję z coraz mniejszym bólem, pracuję z coraz mniejszym uczuciem "ja pierdziu co ja tu robię?", a i po pracy mam jeszcze siłę na cokolwiek. Tzn łatwo mi się mówi to w niedzielę wieczorem, w tygodniu nie jestem tak ochoczy w pozytywnym myśleniu. Jednakowoż jest już nawet fajnie.
Zaczynam trening pod maraton. W środę. Oznacza to przede wszystkim reorganizację życia w dniach treningów, bo nie chcę się zajechac tak jak przy poprzednim bieganiu. Tu już nie ma opcji zrobienia przerwy po 10 tygodniach. Do 14 kwietnia jestem w cugu. Potem, podejrzewam, nie będę kontynuował swojej kariery biegacza, chyba że dużo mi się zmieni w myśleniu do tego czasu. Na chwilę obecną moim szczytem jest start i przebiegnięcie maratonu. Dalszych szczytów nie widzę.
Jeżdżę rowerem do pracy. Jakie życie jest piękne w takich chwilach. W ogóle jakoś ostatnio mi wszystko się fajnie układa, chociaż do pełni szczęścia brakuje czegoś co jest dużo większe niż wszystko co mi "gra" do tej pory.
I są wnioski, pierwsze wnioski z życia zawodowego. Tzn. wnioski są w sumie wcześniejsze, ale teraz poparte żywymi przykładami. Warto popełniac błędy. A szczególnie wtedy warto, kiedy się gra na 100%. Bo potem okazuje się, że może i nie zdobyliśmy w 100% tego co chcieliśmy. Może nawet nie było to 50% planu. Tylko, kurczę, fajna jest satysfakcja, kiedy okazuje się, że nasze mniej niż 50%, to w rzeczywistości i tak dużo więcej niż innych 100%.
Dlatego warto próbowac. Pytac się, popełniac błędy, robic gafy. Bo kiedy już się człek otrzepie z tego kurzu nieudolności i braku doświadczenia zostają czyste umiejętności i wiedza. Coś czego nikt nam nie zabierze, a sami możemy korzystac z tego do woli.
Mam zajebistą satysfakcję, że wziąłem się za siebie i pomału zbieram tego plony. Nie wiem jak długo to potrwa, mam nadzieję, że jak najdłużej.
I doczekałem się pierwszego komentarza. Dla mnie totalny szok, kompletnie się tego nie spodziewałem. Ale wracając do mojego pseudofilozofowania - jakbym nie pisał, nawet o kompletnych pierdołach, to bym się tego nie doczekał. A to dla mnie bardzo duża satysfakcja :).
Z życzeniami miłego tygodnia.
Wymądrzający się Bajasow.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz