wtorek, 20 listopada 2012
Biednemu wiatr w oczy (25 sierpnia 2012)
Tytuł nieco przewrotny, ponieważ prawdziwy w związku z moim dzisiejszym bieganiem i ogólną sytuacją życiową ale nie o tym, będzie głównie.
Ale póki co o bieganiu - dzisiaj ciężko, ale generalnie od rana biega się trudniej, ale co poradzić, kiedy wieczorkiem w sobotę ochota na browarka przychodzi jakoś tak bardziej nachalnie niż zwykle... Generalnie to przyjemnie, szczególnie teraz się dobrze i lekko czuję, chociaż dane mi było biec większość czasu pod wiatr. Tłumaczę sobie, że na zawodach nie będzie można sobie dobrać pogody i znów czuję się jak Rocky w Rocky 2.
A Widzew wygrywa drugi mecz z rzędu. To nie zdarza się na codzień. Można tłumaczyć, że to kwestia dwóch przeciwników będących w dołku, ale i tak jest to imponujące. Ba, jestem w takim szoku, że chyba pójdę na stadion. Może w końcu uda mi się obejrzeć jakiś mecz Ekstraklasy, bo póki co udało mi się zobaczyć skróty meczów Widzewa i 15 min Podbeskidzia z Wisłą (dobrze, że akurat bramka była...).
Teraz temat dnia. Czyli kwestia, która mnie wczoraj dość mocno poruszyła. Lance Armstrong. Dla mnie jeden z najwybitniejszych sportowców ever i kropka. Nie wierzę w to, że brał doping, po prostu nie wierzę. Może to nieco naiwne, ale po lekturze jego biografii uważam, że to nie miało prawa mieć miejsca. Trafia do mnie argument, że facet po ciężkim raku, raczej nie faszerowałby się prochami, tylko po to żeby wygrać. Wątpię żeby ktokolwiek się odważył, prawdę mówiąc.
Nie podoba mi się sytuacja, w której sportowiec oceniany jest na podstawie zeznań innych, de facto, gorszych sportowców. Wiadomo co rywalizacja potrafi zrobić z człowiekiem. Nie każdy potrafi pogodzić się z porażką, w wielu gotuje się zazdrość i zawiść. Dla mnie to takich osób należą ludzie pokroju Floyda Llandisa, głównego oskarżyciela Lance'a. Szkoda, że imię tak wielkiego sportowca i człowieka, jest szargane na podstawie pomówień.
A jeśli dla kogoś fakt, iż Lance się poddał bez obrony, świadczy o jego winie, niech każdy zada sobie pytanie - czy mnie by się chciało bronić tyle razy. Należy pamiętać, że nie był to pierwszy proces przeciwko Armstrongowi i do tej pory nikomu nie udało się udowodnić brania dopingu. Ja się nie dziwię, że facet po 40 i wyleczeniu raka ma ochotę zająć się w życiu czymś innym niż bronieniem się przed niedorzecznymi argumentami.
Jest mi po prostu przykro.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz