wtorek, 20 listopada 2012

Się dzieje (13 września 2012)


Oj działo się w ostatnich dniach, działo.

W niedzielę z mocnego postanowienia poprawy wyszły totalne nici, jeszcze gorzej niż w sobotę. Tragedia po prostu. Poziom mojego wkurzenia na siebie osiągnął chyba zenit. Nie lubię przegrywać ze sobą, bardzo nie lubię.

Więc w poniedziałek postawiłem na odpoczynek. Pierwszy dzień od dawna, bez jakiejkolwiek aktywności fizycznej, oprócz tej niezbędnej. Ciężko było, telepało mną strasznie żeby wyjść ale NIE.

Bo we wtorek wycieczka rowerowa. 120 kilometrów. Czyli trasa Łódź - Tresta Rządowa, nad Zalewem Sulejowskim. Idealnie wkomponowaliśmy się z ojcem w ostatni dzień dobrej pogody ;).

Było naprawdę nieźle. Zważywszy, że miałem w tym roku pół sezonu z baśki i wróciłem do jeżdżenia raptem 3 tygodnie temu. Mały kryzys na początku, a tak to grzaliśmy cały czas. W drodze powrotnej musieliśmy na siłę robić postój, żeby się nie spałować :). Jestem bardzo zadowolony, mam jeszcze jeden pomysł na dłuższą wycieczkę, ale to pewnie w przyszłym tygodniu i samemu.

I wygrali nasi w piłkę. Cuda na kiju. Chciałem obejrzeć chociaż jedną połowę, więc nie udało mi się. Z tego co czytałem, dobrze to zrobiło dla mojego zdrowia psychicznego.

I przyszła środa. Dzień sądu. Bieganie.

Miałem spory niepokój związany z ostatnimi przejściami. Na szczęście, poza drobną kolką na początku było super. No, poza tym, że zrobiłem się głodny, a oczywiście nie wziąłem nic do przegryzienia ani nawet popicia. Muszę obmyśleć jakiś patent na to, bo już nie będę raczej biegał mniej niż 40 minut, a raczej bliżej godziny. W każdym razie - forma spowrotem jest, psychicznie też się odbudowałem.

No i dzisiaj niusik. Łódzki Maraton 14 kwietnia. Zapisy od 1.10. Cel nr 1 na przyszły rok. Zapisuję się od razu, żeby nie wymięknąć ani zapomnieć :). Na początku listopada przeskakuję na plan treningowy pod maraton. I co ma być to będzie, myślę, że się uda :). Chciaż czuję, że będę wolał trenować 10 km, ale to jak wystartuję na obu dystansach to będę miał porównanie.
I idę zaraz na basen. Tak, wiem, że mówiłem, że chcę bardzo i w ogóle. Że mi brakuje. Ale, hm, baseny z J... powstrzymam się od porównania. Na pewno nie będę wycieńczony. Może mi się uda 15 minut popływać... Muszę się wybrać sam do cholery, a nie psioczyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz