wtorek, 20 listopada 2012
Szare miasto? (23 września 2012)
Czy kiedykolwiek, człowiecze, zastanowiłeś się nad znaczeniem frazy "Łódź to szare miasto"? Czy poddałeś tę tezę chociaż chwilowej refleksji? A może bezwarunkowo przyjąłeś tę opinię jako swoją, nie zastanawiając się nad jej zasadnością?
Bo Łódź, chociaż w większości szarym miastem faktycznie jest, to ma swoje miejsca, pełne kolorytu. I wcale nie ma tych miejsc mało! Można się na nie natknąć praktycznie na każdym kroku, w każdej części miasta.
Parki.
Śliczne parki.
Jest ich naprawdę dużo, szczególnie w centrum. Skąd ich aż tyle? Po pierwsze Łódź "wyrosła" w miejscu dawnej puszczy. Porządnej puszczy dodajmy, poprzecinanej licznymi rzeczkami. I do tego na licznych wzgórzach. To, połączone z chęciami "popisywania się" fabrykantów i tworzenia bardzo ciekawych układów urbanistycznych zaowocowało powstaniem wielu fantastycznych parków.
Moim osobistym numerem jeden jest Helenów. Opinia na temat tego parku jest może nieco nasiąknięta subiektywizmem, wywodzącym się ze wspomnień z czasów dzieciństwa, ale... ten park jest naprawdę śliczny! Kameralne założenie, na stosunkowo małej przestrzeni, nie posiadające w zasadzie żadnej dominanty, w postaci dużej ilości zieleni czy dużego akwenu wodnego. Do tego położone w dolince, dzięki czemu wyciszone od zgiełku pobliskich ulic. Po prostu wspaniałe miejsce. Do tego bardzo schludnie utrzymywane! Polecam na spacer albo przejażdżkę rowerową, albo tak "dla posiedzenia"!
Zachwycają także Źródliska. Szczególnie wiosną - warto pójść z dziewczyną na spacer, wzrost poziomu endorfin gwarantowany :). Do tego posiada bonusy w postaci Palmiarni i Muzeum Kinematografii. I jest częścią Księżego Młyna, a to samo w sobie baaardo nobilituje.
A przecież to tylko dwa parki. Mamy w końcu jeszcze: Poniatowskiego (na długie spacery, do biegania, na rower - fest!), Baden Powella (to samo co poprzednik, dodatkowo nieco dalej od centrum), kultowe Zdrowie (troszkę za dużo ludzi, ale można się wybrać do Botanicznego i tam już nie ma tej festynowej otoczki), park nad Jasienią, Stawy Jana, pełen studentów park Matejki. O Łagiewnikach już nie wspominam, szczególnie że to jest las ;). I tak wymieniłem tylko część z nich, bliską memu serduchu.
Co łączy wszystkie wymienione miejsca? Umiejętność przeniesienia człowieka w czasie i miejscu. Będąc na spacerze, jadąc gdzieś rowerem, czy idąc załatwić jakieś pilne sprawy prawie zawsze mamy gdzieś pod ręką chociaż skwerek. W każdej chwili możemy oderwać się od gwaru ulicy i poczuć świeże powietrze, popatrzeć na zieleń (jesienią na żółto - pomarańczowo - brązowy klimat, szczególnie na Dąbrowie). Zatrzymać się, pomyśleć, poczytać książkę. Magia tych miejsc jest niepowtarzalna. Może właśnie ze względu na tę wszędobylską szarość Łodzi.
Polecam z całego serca poznać Łódź "od parków". Baaardzo zmienia pogląd na miasto, szczególnie kiedy uświadomimy sobie jak dużo tych parków tutaj jest. Zresztą - kolor zielony uspokaja, więc jak jesteś zły na moje miasto, od razu dostajesz szansę żeby się uspokoić ;).
I na podsumowanie, zdanie Turka (z Ankary) spotkanego swego czasu w pociągu relacji Łódź - Warszawa. Zapytany jak mu się podobała Łódź, odpowiedział:
"Wiesz? Chyba nigdy nie byłem w tak zielonym i spokojnym mieście."
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz