wtorek, 20 listopada 2012
Dzień szokowy (22 września 2012)
Wczoraj, żeby nie było. Dzisiaj cisza, spokój i pierogi.
Szoki jak to szoki, jedne pluszoki inne minuszoki.
Zacznijmy może od minuszoków, coby skończyć przyjemniej i pozostawić lepsze wrażenie na koniec.
Stadion.
W zasadzie jego brak.
Haniu, droga Haniu. Ja rozumiem, że Ci pieniążków nie styka. Że już i tak budujesz stadion dla drużyny, która w najbliższej przyszłości przysłowiowego szału nie gwarantuje. Że nie lubisz tych z Piłsudskiego bo na Ciebie brzydkie rzeczy piszą i Ci PiaR psują. Ale to chociaż miej odwagę się przyznać - od początku nie chciałam, żeby ten stadion powstał i byłam świadoma co muszę zrobić, żeby powstał. Nie zrobiłam tego. Wiadome było, że firmy nie będą same utrzymywać stadionu - nie w tym kraju. Ale na pewno nie zrobiłaś wszystkiego, żeby jakoś pogodzić współprace miasta, inwestora i klubu. Wybrałaś prostsze rozwiązanie. Nie myliłem się nie głosując na Ciebie w poprzednich wyborach. Liczyłem chociaż w tej kwestii pozytywnie sie zaskoczyć. Rozczarowanie, które mnie spotkało nie dziwi mnie. Szkoda tylko, że młoda drużyna, mająca, jak widać po tabeli, ogromny potencjał, nie będzie miała szansy zagrać na fajnym stadionie. Nie tak się buduje pozytywny wizerunek miasta przez sport, nie tak.
I przez trzytrybunowy stadion miejski też nie...
No nic, dość parapolitycznego marudzenia. Tera troche o pluszokach!
Po pierwsze - rosyjski - jest superowy, nawet już pomału ogarniamy z Love alfabet :). Po drugie - a, nie powiem, żeby nie zapeszać. Po trzecie - do Love odezwał się ktoś kogo nie spodziewałbym się o taki gest, jednak bardzo mnie to cieszy. Po czwarte - derby Wawy - remis - miód na moje serce.
I przy tym czwartym punkcie zatrzymam się jeszcze na chwilę. Oglądając ten mecz odniosłem wrażenie, iż to Polonia gra na stadionie wypełnionym prawie po brzegi swoimi kibicami. Powalczyli na gorącym terenie i opłaciło się. Za to Legia... szczelali, szczelali i jeszcze raz szczelali, tylko co z tego wyszło? Momentami wyglądało to jakby wręcz nie chcieli w bramkę trafić. A może chcieli za bardzo? Nie wiem, ja się nie znam na sporcie ;).
Ważne, że się kibice popisali! Nie wiem, ja tam zawszę wychodziłem z założenia, że (uwaga, bzidkie słowo) nie sra się do własnego gniazda. Kibice stołecznego klubu najwyraźniej tego nie rozumieją, wolą zrobić syf u siebie (palenie krzesełek na własnym stadionie?! Na meczu bez kibiców gości?! WTF?!) i potem płakać, że przepisy są restrykcyjne i w ogóle nikt nam nie daje rozwalić naszej piaskownicy! Że nie będziemy mieli gdzie sie bawić? Ale jak to? To nam nie naprawią? Ueeeeeeeeeee :(.
Tym optymistycznym akcentem kończę, dziś daruję "Cierpienia...", jutro się pochwalę jak poszło, bo dziś troszku chyba przegiąłem. A może nie? Dowiemy się w niedzielnym odcinku, już jutro (jakby kto zapomniał kiedy niedziela) o nie wiem której!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz