wtorek, 20 listopada 2012

Leniwa niedziela... (2 września 2012)


...ale nie dla mnie. W końcu znalazłem chwilę na dłuższą i bardziej rekreacyjną wycieczkę. Wybraliśmy się z moją Love do parku na Zdrowiu. Oboje szastamy kondycją rowerową na lewo i prawo :). Od czegoś trzeba zacząć!

Zaiste piękna ta nasza liga w tym roku, że Mistrz Polski wygrywa drugi mecz z rzędu, zdobywając bramki wyłącznie z karnych. Impressive.

Tymczasem Łódzki KS zmierza tam, gdzie uważam, że już dawno powinien wylądować czyli na dno. I nie żebym źle życzył drużynie "zza miedzy". Po prostu, chyba w tym wypadku lepszym rozwiązaniem byłby kompletny upadek i zbudowanie wszystkiego od nowa, niż ciągłe próby reanimowania trupa. Zresztą taka sytuacja przydałaby się całej polskiej piłce. Niestety, o ile w przypadku pojedynczego klubu jest to możlwie, o tyle raczej nie uda się to z całą zgrają zaszytą pod wdzięczną nazwą PZPN...

I bieganie, dziś znów bieganie! I to całą godzinę! Z przyspieszeniami, zwolnieniami i w ogóle tak szaleńczo. Forma rośnie, czuję to, bo najzwyczajniej mogę sobie pozwolić na więcej. Tempo pod koniec dzisiejszego treningu - malinka.

Na dodatek "wycięgłem" kolejne mądre wnioski. Po raz - ogarnij dietę człowieniu. Najwyraźniej jem po prostu za mało. Wizyta na wadze ukazała moim oczom znakomity wynik - 56 kg. Wszystko fajnie ale po przełożeniu tego na BMI wyszło, iż jestem bliski niedowagi. Zaczyna się owa niedowaga od 18,5. Ja mam 18,9 :). Także jemy więcej, choć nieco rzadziej i staramy się jeszcze więcej białek i węglowodanów! Przy okazji wyjaśniła się moja kwestia ostatniego bycia zmarźluchem. Nie ma mnie co grzać...

Po dwa - lepiej mi się biega kiedy biegam szybciej. W związku z tym powstaje pytanie - czy to dlatego, że mam większe możliwości niż mi się wydaje, czy to dlatego, że po prostu lepiej sprawdziłbym się na krótszym dystansie. W związku z tym plan na przyszły rok zakłada start na 10 km no i na 42 z haczykiem. Zobaczymy co da mi większą radochę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz