wtorek, 20 listopada 2012

Jest dobrze... (26 sierpnia 2012)


...ale może być lepiej. Zastanawiam się czy kwestia ciężkiego weekendowego biegania wynika z: a) intensywności i formy treningu, b) wypitych dzień wcześniej piwek, w ilości niewielkiej, ale jednak, c) biegania rano, godzinę po śniadaniu. Pewnie wszystkie trzy elementy naraz :).

Generalnie na kolejne tygodnie mocne postanowienia. Pierwsze z nich - nie biegać wcześniej jak 1,5 godziny po jedzeniu. Godzina to za mało, znowu czułem kluchę w brzuchu, a to nic przyjemnego. Drugie - nie picie dzień przed treningiem. Postanowienie z góry skazane na porażkę, ze względu na dwa weekendowe treningi... ;) Ale postarać się ograniczyć alkohol do zera w ciągu tygodnia i chociaż jednego dnia weekendu. Szkoda po prostu marnować taki wysiłek.

Jednak, żeby nie było, że jest tak źle, to muszę przyznać, iż: w czasie treningu jest ciężko, czuję się spięty i ociężały, na co zapewne mają wpływ wymienione wcześniej czynniki. Mimo to PO treningu czuję się znakomicie. Jestem świeży, czuję jakbym miał więcej, a nie mniej energii. Myślę, że o to głównie chodzi, szczególnie teraz na początku. Abstrahując od jakiś tam celów i ambicji, zabawa polega na tym, żeby bieganie sprawiało przede wszystkim przyjemność!
A najprzyjemniejsze w tym wszystkim jest obserwować efekty rozciągania. Może to dziwnie zabrzmi ale czuję się jakbym był wyższy. Nie czuję już takiego spięcia w nogach i lędźwiowej części kręgosłupa. Mam wrażenie jakby łatwiej mi się stało :). Chętnie dołożę do tego pływanie, żeby wzmocnić też górne partie ciała i dam odpocząć kręgosłupowi.

Aktywność fizyczna jest super :).

Dzisiaj miał być jeszcze rower, ale chyba przełożymy to na jutro. Popykam sobie z moją kobietą w BAGMINTONA, dla relaksu.

I daj Bóg obejrzeć w końcu jakiś mecz w całości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz