Dzisiaj pierwszy dzień biegania według planu treningowego. I na dzień dobry konieczność heroicznego boju człowieka z jego słabościami. W tym przypadku chodzi o chroniczny nieżyt górnych dróg oddechowych, a dokładnie nosa.
Katar.
W moim przypadku pojawiający się znikąd, znikający znikąd, irytujący zewsząd. Od samego rana aż do teraz. Zanihilował około 40 chusteczek.
Nie dałem mu się.
Niemalże równo o 18 ruszyłem w pierwszy bój biegowy. Na początek rozbieganie 20 - 40 min. Czyli to samo co biegałem wcześniej, tak sobie dla funu, toteż problemu nie było.
Dowiedziałem się za to, żeby nie rozciągać się przed, rozgrzewać się od powolnego biegu i pomału zwiększać tempo, ale bez przesady, rozciąganie na koniec. Po treningu powinno czuć się zadowolenie i brak zmęczenia, co da się u mnie zaobserwować.
Teraz podołać tak przez 24 tygodnie, a potem kolejne, żeby wystartować w maratonie.
A za 40 min gramy pierwszy mecz po Euro. Jak się uda to obejrzę w necie, nawet nie wiem czy tvp to transmituje. Tak czy siak będzie pewnie śmiesznie. Ale trzymam kciuki za Waldka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz