Eeeee generalnie to spoko, że ostatniego posta wrzuciłem w niedzielę. Myślałem, że to poniedziałek był, damn. Wstyd, oficjalnie czuję się zasromany...
Jednakże to łyżka dziegciu w dzisiejszej beczce miodu. Bo chociaż dzień nie należał do najbardziej porywających, to był bardzo przyjemny. No powiedzmy, że od jakiejś 9. Kicia, franca jedna, już wie dlaczego.
Zaczęło się od tego, że się zaczęło. Co się zaczęło? Kurs przewodnicki po mieście Łodzi! Nareszcie, kurczę, dawno na nic tak nie czekałem jak właśnie na to! Spełnienie marzeń zawodowych już bardzo blisko ;). I wykład z Panem Bonisławskim zaiste bardzo sympatyczny, mimo iż trwał 4 godziny bez przerwy. Jak ktoś fajnie mówi to można słuchac i 8 i nawet nie czuc jak czas leci! Ciekawi mnie co nas czeka dalej, jutro dorwę rozpiskę tematów i będę się jarał.
Później nastąpiła harmonia radości. Przepyszna pizza na obiad, wykreowana przez moją Love (z moim skromnym udziałem rozmrażarki do ciasta). Do tego w tle lecący meczyk Widzewa, w którym chłopaki pokazali, że jednak nie zapomnieli jak się wygrywa. Nie grali ani efektownie, ani specjalnie efektywnie, ale najważniejsze, że 3 punkty zostają u nas! Poza tym wielkie brawa dla Mariusza i Kaczmara - szacun za śliczną akcję! Stępiński zachował się jak profesor przy tej bramce. Będzie z niego albo baaardzo duży pożytek albo dużo pieniążków na łatanie dziury w budżecie :).
Justyna się rozkęca z zawodów na zawody, niestety dzisiaj mi nie dane było jej obejrzec, więc opieram się na doniesieniach prasowych. Widziałem wczoraj, szkoda, że nie weszła do finału, ale jeszcze sobie to odbije w tym sezonie! W przeciwieństwie do naszych skoczków, którzy z odbijaniem mają coraz mniej wspólnego. Czyżby wracały czasy Matei? ;)
Jako wisienka na torcie bieganie. Dzisiaj spokojnie, troszkę klasycznego rozbiegania i sprinty, ja to lubię, więc było fajnie. Jednak jest coś, za co przy okazji bardzo chciałbym podziękowac Love. Ożywiła moją-swoją mp3! Jak ja mogłem biegac bez muzyki?! Dzisiaj wszedłem na inny wymiar, już nie straszne mi zapitalanie przez godzinę, dwie, czy osiem. Moje uszy i mózgownica dostają solidną porcję fajnych dźwięków, co baaaardzo uprzyjemnia nużące mimo wszystko dłuższe biegi.
Jeszcze raz dziękuję!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz