Skończyło się rumakowanie, jak mawiał bohater kultowej kreskówki. Nie ma to tamto i nie ma że boli. Skończyły się urocze treningi poniżej 60 minut. Podstawa jest, teraz trzeba budować coraz lepszą formę.
Wczorajsza misja przebiegnięcia 70 minut miała nie tyle znaczenie fizyczne (bo wiedziałem, że i tak dam radę, to raptem 10 minut więcej niż wcześniej), co psychiczne. Nie lubię długich biegów pod tym względem, że strasznie mnie przytłacza myślenie o nich. "aaaa to tyle jeszcze, to którędy biec, żeby się nie znudzić, tyle czasu na to schodzi, bez sensu jest ten świat, dobrze, że się zaraz kończy".
Tak było też wczoraj, ale w mniejszej skali niż się spodziewałem. Tzn. przed bieganiem, jak zawsze był maruda, ale już w trakcie zleciało całkiem przyjemnie. Spokojnie sobie biegnąc, ciesząc się, że mam ciągle zielone (cuda na kiju!) i słuchając muzyczki z nowych słuchawek jakoś te 70 minut spędziłem. Muszę niestety pomyśleć nad bieganiem gdzieś dalej, bo musiałem znowu krążyć nieco na siłe po tych samych miejscach, a tego nie lubię. Generalnie jednak daję sobie mocne 4 i pracuję nad motywacją przed dalszymi długimi rozbieganiami!
Może mi się uda obejrzeć Justynę za godzinę, ale niestety nie jest to do końca zależne ode mnie. Kiedy kolega jedzie z drugiego końca miasta, żeby napić się piwa akurat dziś, to nie ma ważniejszych rzeczy! Nie no prawdę mówiąc, to przycisnąłbym go, żeby się ustawić na 20, ale już niech ma, jutro ma zajęcia o 10 to musi się jakoś wykaraskać z łóżka rano ;).
Mam zamiar napisać podsumowanie rundy jesiennej Ekstraklasy, ale kiedy to nastąpi - nie wiem. Zbieram się od poniedziałku i coś się zebrać nie mogę. Ale jak już się wezmę to na pewno będzie to najbardziej niefachowe, nudne, nieprofesjonalne, napisane bez polotu i składu podsumowanie w polskim internecie! Jeszcze miałem dodać, że subiektywne, o!
Lękąjcie się więc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz