Nonono, robi się fajnie. Poziom motywacji osiąga dziś we mnie szczytowe wartości. Pierwszy raz chyba od początku trenowania mam tak, że najchętniej poszedłbym biegać w dzień bez treningu. Najchętniej dwa razy. I długo. I mocno. Czuję się zdecydowanie zbudowany formą i samopoczuciem!
Do tego przeprowadziłem sobie wczoraj wieczorem kącik statystyka. Wykorzystałem dane uzyskane dzięki krokomierzowi i policzyłem sobie, bardzo ogólnie i bez specjalnego przywiązywania uwagi do zaokrągleń i tego typu wariacji. Tak czy siak okazało się, że gdybym sobie tak pobiegł w maratonie jak wczoraj... nono, ładnie. Nie będę się chwalił dokładnymi wynikami, bo to pewnie bardziej wyssane z palca dane, ale jestem zadowolony. Gdyby się udało pobiec w takim tempie... Trzeba pracować jeszcze ciężej na treningach i poza nimi i sukces jest w zasięgu ręki!
I to by było na tyle jeśli chodzi o dzisiaj, musiałem się pochwalić hihihi. Miałem obejrzeć ligowy szlagier. Uznałem jednak, że od oglądania dwóch moich ulubionych klubów o wojskowej przeszłości wolę spacer w zimowej scenerii z moją Love.
Ach, ten zdrowy tryb życia ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz