O, zleciał sobie weekend. W sumie to nawet już poniedziałek zleciał w momencie kiedy zacząłem to pisać. Leci ten czas, nie ma co. Jak dobrze, że biegam, bo cóż jak biedny bym robił w najbliższym czasie, kiedy większość sportowców (a chyba wszyscy, którzy mnie interesują) wzięło sobie urlop od zawodów i wróci najwcześniej w święta, a najlepiej to prawie na Nowy Rok (poza piłkarzami, ale oni najciężej pracują, to muszą dużo odpoczywać...).
Justyna pokazała, że jej miejsce w szeregu nie jest wcale tam gdzie jej sugerowano, że powinna stać. Ciekawe będzie to TdS, chyba jeszcze ciekawsze niż w zeszłym roku, możemy mieć znów piękny pojedynek tytanów z emocjami wyśrubowanymi aż po ostatnie metry. Oby się nie mylił, bo jeszcze Justyna wygra wszystko jak leci i nici będą z emocji ;).
Skoczkowie, którymi interesuję się głównie z sentymentów też nieźle. Drugiego Małysza to się nie doczekamy raczej, ale myślę, że mamy potencjał na 2 zawodników w 10. w większości zawodów. I ciekawe ile w tym Kruczka, a ile talentu chłopaków, ale to już nie mnie oceniać. Liczy się efekt, a że jest lepszy - to dobrze dla trenejro ;).
No i co w sumie wolny czas powinienem wykorzystać na pisanie podsumowania rundy. I tak zrobię. Tak, w tym roku. No bo muszę się zebrać raz, a dobrze i będzie po robocie. Jeszcze w tym tygodniu to nastąpi, taki prezent na święta zrobię, obiecuję.
Pozwolę sobie jeszcze nawiązać do biegania weekendowego. Po pierwsze - buty nawet wyschły. Tzn. jak je zakładałem to wydawały mi się mokre jakbym je dopiero z kałuży wyjął, ale okazały się suche. Chyba, że mam tak szczelne skarpetki, ale to raczej znak żeby wrzucić je w końcu do prania, a nie powód do radości ;).
I na takich magicznych, wilgotnych siedmiomilowych trzewikach przemknąłem po Łodzi, tak że dotarłem ze Struga do domu szybciej niż siostra korzystając z mpk. Wnoski łatwe do wyciągnięcia ;). Generalnie znów czułem dość mocno sobotnie sprinty, ale już nie było tak źle jak ostatnio. Tzn. podczas biegania. Bo potem w domu, a szczególnie dzisiaj (wczoraj w sumie...) rano było już niezbyt spoko. Do środy się zregeneruje.
Generalnie mimo trudnego treningu dałem radę, chociaż nawet elementy zadyszki się pojawiły, ale nie zamierzałem się oszczędzać. Bardzo mnie nakręca moja dyspozycja i samopoczucie, a bonus w postaci fajnych słuchawek dodają kolorytu mojemu treningowi. Fajnie w końcu nie czekać na kolejny trening jak na skazanie, tylko odczuwać dość spory niedosyt.
14 rozwalam system!
I jeszcze na koniec - fajnie wsiąść na rowerek po dłuższej niż 2 dni przerwie! Może jakąś wycieczkę zmontuję jeszcze w tym tygodniu, jak pogoda w miarę pozwoli.
Czyli pewnie nie pozwoli ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz