niedziela, 2 grudnia 2012

Nieogar

Jakże szczęśliwym jestem, że dzień nieogara przytrafił mi się akurat dzisiaj. Jakże dobrze, że nic nie kumam w dniu, w trakcie którego mam społeczne przyzwolenie na nicniekumanie. Czy to zasługa dobrego wyspania się? Bardzo prawdopodobne.

Jeszcze rano było znośnie. Drugi dzień kursu, dwa kolejne tematy. Niestety pierwszy okazał się fascynującą powtórką informacji ze studiów, więc około połowy przestałem ogarniać. I chyba mi zostało od wtedy. Chyba, że to od tej papryki w kanapce w przerwie. Nie wiem. Drugi temat już baaaaardzo ciekawy, toteż wsiąkłem w niego jak w gąbkę. Niestety wyjałowiło mnie to już doszczętnie z potencjału intelektualnego.

Cóż z tego, pomyślałem. Pobiegam sobie, dotlenię się, będę błyszczał jak błyszczyk!

Nie.

Nie błyszczałem. Nawet na chwilę nie błysnąłem. Okazało się, że te lajtowe, jakże przezemnie lubiane sprinty pod górkę mają naprawdę wymierny wpływ na stan mojego organizmu. Czułem się dziś kompletnie zblokowany, nogi biec nie chciały, co z tego, że głowa i płuca niosły, jak główna fabryka nie działała? Do domu praktycznie się doczłapałem. Trzeba się pogodzić i z taką formą. Jestem bardzo zadowolony ze swoich postępów, a gorsze dni doceniam bo zazwyczaj po nich przychodzą te wypasione. Byle do środy!

To nie koniec atrakcji na dziś. Jeszcze hiszpański. Nieogar + hiszpański = cienki bolek. Taki też byłem, cudem zrobiona w ostatniej chwili praca domowa nie wybroniła mnie przed totalnym brakiem jakichkolwiek skilsów na lekcji. Przynajmniej nie było nudno, rzeźbiąc moje ulubione słowotwórstwo.

Justyna 2. więc bardzo gratuluję! Do przodu do przodu, oby tak dalej, aż po Mistrzostwa Świata! Szkoda, że za dużo to sobie nie pooglądam, ale albo przewodnictwo albo Justyna... za rok też będzie biegać ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz