Ten dzień musiał w końcu nadejść. I nadszedł. Bajas będzie podsumowywał rundę jesienną Ekstraklasy! W części pierwszej - wnioski ogólne dotyczące całej ligi. Pozwolę sobie zastrzec prawo do bycia niefachowym, subiektywnym, niemiłym i piszącym od rzeczy.
Jedziemy.
Tak samo zresztą jak pojechały drużyny. Tzn. powyjechały. Już nie można sobie powiedzieć z czystym sumieniem "nie ma miejsca jak dom". Skończyło się wesołe rumakowanie "jak gramy u siebie, to połowa stresu mniej, i tak wygramy, albo chociaż remisik". Nie, nie, nie. Dzisiaj to na wyjazdy jeździ się ze spokojną głową. I dobrze, w końcu tak jak mnie uczyli na studiach - turystyka ma sprawiać przyjemność i relaksować. Co się mają biedni piłkarze stresować, już i tak im grozi widmo wydłużenia sezonu.
No dobrze, ale z czego się to bierze? Na moje to kwestie okołostadionowe. To znaczy, po pierwsze - coraz więcej drużyn gra na nowych, albo budujących się stadionach. Na nowych - ludzi więcej, atmosfera inna, twardy polski piłkarz robi ze stresu na drutach, a jak wiadomo, robienie na drutach nie sprzyja graniu w piłkę. Na budujących się - ludzi mało, dopingu jak na lekarstwo, jeszcze się na człowieka mroczne szare mury patrzą. Brrr.
Po drugie - protestami polska stoi. Nie ma już tego złego, przebrzydłego, hultajskiego dopingu i opraw, bo się wszyscy poobrażali, albo ich pozamykali (w domach w sensie). Co by nie mówić, jak się wychodzi na wyjeździe na stadion, gdzie 10 000 wygłodniałych psycholi drze się jak stare prześcieradła, to nogi miękną. A teraz? Luzik, gitarka gra, nikt na nas nie krzyczy, nikt nie przeklina, nikt niczym nie rzuca nawet (bo wszyscy w domach siedzą) - sielana.
Pewnie duży wpływ ma też to, że po prostu większość drużyn woli grać z kontry - a jak wiadomo gospodarze częściej nastawiają się na atak aniżeli obronę. Jak pokazuje historia militarów jednak łatwiej skontratakować atak, niż skontratakować obronę...
Co do postaw poszególnych drużyn może nie będę się jakoś szczegółowo rozpisywał na temat każdej, ale pozwolę sobie przytoczyć kilka moich bardziej znaczących obserwacji.
Zacznijmy od dołu. Chociaż raczej od dna. GKS i Podbeskidzie ewidentnie mają ochotę żeby Eks stała się ich eks i dają temu wyraz od samego początku. O ile w przypadku GKS to było do przewidzenia i chyba nie ma co męczyć tej biednej drużyny dalej, o tyle Podbeskidzie mnie zaskoczyło in minus. Składu tragicznego nie mają, specjalnie źle też nie grają wcale. Tylko co z tego skoro punktów nie zdobywają? Oglądając ich spotkania, zawsze byłem pod wrażeniem tego jak można ładnie przegrać wygrany lub zremisowany mecz. Prawdę mówiąc dla mnie to optymalny zestaw spadających w tym roku drużyn, więc obecna sytuacja napawa mnie sporą dozą zadowolenia.
Dolna połówka tabeli generalnie specjalnie mnie nie dziwi, poza wyjątkiem w postaci Wisły. Po Ruchu nie spodziewałem się cudów, bo, nie oszukujmy się, Fornalik, a Fornalik to jednak nie to samo. Waldek to Waldek i to on załatwił w zeszłym roku wicemistrza z raczej dość przeciętną drużyną. Korona - ni to pies ni wydra, czasem przegra czasem wygra, typowa drużyna środka, taka sama zresztą jak Jaga, Zagłębie i Widzew (póki co, ale do tego wrócimy w cz. 2 ;)). Każda z nich ma w ekipie paru fajnych piłkarzy, więc ma kto dać te punkty na utrzymanie, ale na cuda nie ma co liczyć, bo jednak gra się w 11 a nie w, dajmy na to, 5. Bez wzmocnień, albo gry 5 sezon tą samą 11 i jazda na zgraniu ciężko liczyć na cośkolwiek więcej.
Za to Wisła... chciałoby się rzec nareszcie! Beznadziejnie piłkarsko zarządzany klub w końcu wylądował tam gdzie jego miejsce! Nie żebym im źle życzył, ale gdyby zebrać wszystkich piłkarzy i trenerów, którzy się tu przewinęli, zebrać "the best of" i zostawić do zgrania się na dłużej niż chociaż rok, to mielibyśmy topową drużynę na lata. Niestety kolejne, doroczne wymiany połowy składu i trenerów musiały zaowocować tym co teraz. Dokładając do tego brak dobrej młodzieży (chyba jedyny taki klub w lidze teraz?) mamy efekt. No Panie Cupiał, pieniążki się już nie zwrócą, pytanie co zrobić, żeby ich jeszcze więcej nie stracić?
Do środka dołączają Piast i Pogoń, obie póki co pewnie w dużej części jadą na "beniaminkowym", ale trzeba przyznać, że mimo wszystko zagrać potrafią. Gdyby ten poziom utrzymać jeszcze troszkę i w przyszłym sezonie przycisnąć, to mogą się jedni z nich nawet i do "5" załapać. Tylko czy starczy sił, pomysłu i Ediego?
No i czołówa. Na czele czołówy czołowa drużyna, co mnie nie dziwi. Piłkarsko najlepiej zarządzana drużyna w Polsce, nie da się ukryć. Mają problemy z kasą? Idąc tą drogą, nie wyprzedając się jak w zeszłym roku Legia ma poważne szanse na awans do LM. To chyba pierwsza taka drużyna od 10 lat, o której można powiedzieć, że ma poważne szanse. Tylko żeby awansować, to jeszcze trzeba naszą ligę wygrać... ;).
Dalej - Lech. Też fajnie prowadzony, z ciekawą młodzieżą. Pytanie tylko skąd te wahania formy? Brak doświadczenia, zgrania? Nie wiem. Tak samo jak nie wiem o co chodzi ze Ślusarskim. Tak czy siak - miejsce w pełni zasłużone, jak się ustabilizują to mogą wyciąć Legii ładny numer.
A dalej? Jaja jak berety. Że Górnik ma potencjał to już było widać w zeszłym roku. Że spokojna praca trenera przynosi efekty też widać gołym okiem (a go w Wiśle zwolnili swego czasu po 5 miesiącach, to teraz mają hłe hłe). Ale że Polonia? Że Stokowiec? No i niech mi ktoś powie, że najlepsze rzeczy nie rodzą się z przypadku. Przyjemnie się na nich (jednych i drugich) patrzy, oby tak dalej, szczególnie Górnik! Tylko pytanie - jak to będzie bez Milika? I co będzie jak w jego ślady póją Nakoulmy, Wszołki i inne Teodorczyki? Oby nie szły, bo troszku szkoda by było stracić z naszego poletka takie fajne perełki.
I na koniec homo niewiadomo. Śląsk i Lechia, czyli mamy stadion, fajnych piłkarzy, Śląsk nawet mistrza ma (jeszcze) i niby jesteśmy w tej czołówce ale jednak nie jesteśmy. Chyba potrzeba u jednych i drugich trochę stabilizacji. W Śląsku finansowej, a w Lechii sportowej. Zostawić "Bobo" na dłużej, a może się pojawić "efekt Nawałki", a za nim inne efekty, łącznie z finansowym. To w Lechii. A co wszechfachowiec ja mogę doradzić Śląskowi? Nie wiem, ale czego nie zrobią i tak będzie zabawnie.
I to by było na tyle. Troszkę w szczegóły jednak wszedłem, piłkarzami się nie zajmowałem, bo może się jeszcze zajmę, a o Widzewie napiszę więcej w części drugiej, jak już dojrzeje i ona we mnie. Może też jeszcze jakąś prognozę pogody na nowy rok wymyślę? Zobaczymy, zobaczymy. Póki co jestem dumny, że się w końcu zebrałem.
Drżyjcie przed tym co może stać się dalej! Bo może się nie stać właśnie nic i to jest najgorsze ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz