Bardzo ładnie zachowują się w ostatnim czasie nasi sportowcy. Wiedzą, że potrzebuję luzik w środę wieczorem i w nocy, więc kulturalnie odpadają z zawodów i mogę z czystym sumieniem robić co do mnie należy.
O ręcznych już pisałem, o Rawdańskiej jeszcze nie. Generalnie to nie wiem czy chcę o tym pisać, no ale już. Niech stracę.
Zły po meczu ręcznych Bajas postanowił wysiedzieć do 1 i poprawić sobie humor dawką dobrego tenisa. Wysiedział, ba, dostał to co chciał. Trzeba przyznać, że Li Na pokazała kawał dobrej gry w tym spotkaniu. Była regularna, dokładna, grała z zimną głową, a przede wszystkim nie bała się zaatakować. W przeciwieństwie do naszej krajanki, która z uporem maniaka trzymała się taktyki "gram swoje, a Chinka w końcu będzie chrzanić wszystko". No niestety nie chrzaniła. Zabrakło zęba i agresji. Ja w pewnym momencie widziałem na korcie Radwańską sprzed mniej więcej dwóch lat. Marudzącą, krzywiącą się, potrafiącą zagrać fantastycznie, ale tak jakby bojącą się przeciwniczki. Iśka przegrała ten mecz w głowie, kolejny Szlem się oddalił, a szkoda, bo potencjał ciągle ma.
W związku z odpadnięciem naszej reprezentantki pozostało mi trzymanie kciuki za Novaka Djokovicia. Szykuje się bardzo ciekawy półfinał z Ferrerem, szkoda, że go nie obejrzę ;). Tymczasem spoglądam na bardzo wyrównany pojedynek Tsongi z Federerem. Nie żebym kogoś nie lubił, ale półfinał Murray - Tsonga byłby świetną sprawą na czwartkową noc/poranek! Póki co Federer prowadzi, ale Jo-Wilfred jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, tak sądzę ;).
O, właśnie, przełamanie w drugim secie!
Chociaż i tak przewiduję finał Murray - Djoković.
Także ogromne brawa dla Sloane Stephens! Jakże miło, że chociaż jedna duża niespodzianka nam się w tym roku przytrafiła! Chociaż wyczuwam, że to koniec niespodzianek i po bardzo głośnym finale Szarapowa - Azarenka wygra ta pierwsza. Mówiłem kiedyś, że czasami lubię się mylić?
Jak wspaniale, że dzisiaj tylko 60 minut rozbiegania, wybitnie nie chce mi się wystawiać nosa z domu ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz