Taki to już z nas strasznie pompujący naród. Lubimy dużo oczekiwać, aby móc się po czasie we wspaniały sposób rozczarować. Nie będę ukrywał, że często dam się temu ponieść. Skutkiem tego efektu jest oczywiście nie dostrzeganie oczywistości jaką niesie za sobą rzeczywistość.
Przegraliśmy z Węgrami.
Zasłużenie. Niestety, z taką grą nie mielibyśmy czego szukać w meczu chociażby z Duńczykami. Nie ten level. Toteż dobrze, że stało się jak się stało. Trzeba przestać żyć sukcesami sprzed X lat i spojrzeć rzeczywistości prosto w oczy. Potęgą nie jesteśmy i koniec. Tak czy siak wielkie dzięki dla chłopaków za kolejne kilka przyjemnych chwil przy ich zmaganiach!
Tymczasem, po drugiej stronie globu, tam gdzie nawet kangury mają ostatnio jaskrawożółty kolor dzieje się coraz więcej. Dzisiaj pozwoliłem sobie na odrobinę nonszalancji i wstałem o 6.30, dzięki czemu popatrzyłem na Tsongę sympatycznie, acz skutecznie udowadniającego swoją wyższość nad Richardem Gasquetem. Mecz w sam raz na pobudkę - bez jakiś gigantycznych emocji i szaleńczej walki, ale też nie na tyle nudny, żeby zasnąć z powrotem.
Chociaż w zasadzie kolejny poranny mecz dużo ciekawszy wcale nie był. W zasadzie to w ogóle nie był ciekawy. Od początku było wiadomo, że Murray wygra gładko, że Simon będzie robił wszystko, żeby się godnie pożegnać z turniejem, a nie z Murray'em i że zbliża się pora na śniadanie. Cenię sobie bardzo takich sportowców jak Gilles Simon, takich dla których ważne jest to żeby, nawet gdy jest nie najlepiej, dać z siebie wszystko. To jest sport!
Natomiast panowie Raonić oraz Federer mają pełne prawo czuć się przegranymi. Przegrali z nie byle kim, mianowicie z niejakim J.R.R. Tolkien'em. W końcu przełamałem barierę językową, która skutecznie ograniczała moje czytanie Jego największego dzieła i gnam ku Mordorowi, po drodze pijąc herbatkę at 5 o'clock.
Słowa spisane w oczekiwaniu na mecz Radwańskiej. Nic nie pompuję, wszystkie baloniki ze złości popękałem po meczu ręcznych.
Iśka, sorry, pompuj sama - ja tylko popatrzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz