środa, 9 stycznia 2013

2x45 min

Czy dziś coś o futbolu? Pewnie, że nie. No dobrze, jak starczy mi zapału to może skomentuję to i owo. Sedno sprawy leży gdzieś indziej.

Chociaż bardziej pasowałoby określenie "bieży gdzieś indziej". Dzisiaj bieżyło rekordowo długo. 90 minut. Tyle co mecz piłkarski. Tyle co, eeee, tyle co film który trwa 90 minut. Tyle ile powinno się piec ciasto (jakie? takie do pieczenia przez 90 minut). W każdym razie dużo. W końcu to 1,5 godziny. To przecież tyle co wykład na uczelni.

No właśnie. Długo i ciężko wysiedzieć tyle. Ja dzisiaj biegłem. Mam pełne prawo być z siebie kontentym. Czy jestem? Średnio. Tzn. z tego, że biegłem i przebiegłem i dobiegłem to pewnie jak najbardziej i generalnie git. Biegło się całkiem sympatycznie, na tyle ile da się biec w śniegu tudzież lekko przymrożonej chlapie. Bez specjalnie wielkich uniesień, ale dzięki temu bez kryzysów. To taki bieg z gatunku "odnajdź swoje zen i wewnętrzny spokój". Ja odnalazłem harmonię tempa, co nieco trąciło monotonią, ale zdało egzamin.

Strasznie dziś dziwne rzeczy wypisuję.

"Toteż dlaczegoż średnio kontentyś jest?". Bo mnie boli. Trochę sobie ponaciągałem mięśnie, a na lewej stopie zrobiłem coś dziwnego, co dziwnie boli, tak od środka i nie przyjemnie i mam nadzieję, że to przejdzie z czasem. Uroki biegania po odśnieżonych chodnikach (pozdrawiam ZDiT!). Zresztą ja tam wolę, jak już kiedyś wspominałem, strukturyzowany trening, a nie długie jednostajne rozbiegania. No ale już, nie będę marudził za bardzo, bo jeszcze mnie jakaś kara spotka.

Tak jak kara spotyka Łódzki KS. Kara lat nieudolnych rządów gadających farmazony właścicieli i prób reanimowania trupa przez miasto. Po cóż im wszystkim to było - nie wiem. Zamiast budowanej na spokojnie drużyny, walczącej co prawda o chwalebny awans do 3. ligi, jest szopka i pośmiewisko. Nie wiedziałem, że jestem skłonny do takich uczuć, ale sąsiedzi zza miedzy są już w takiej sytuacji, że wręcz im współczuję. Szkoda patrzeć na kolejne absurdalne scenki z gatunku "kto odejdzie następny?" lub "kto ucieknie w ostatniej chwili od zostania trenerem?". I tak polecą i tak polecą, tylko zamiast dać im spokojnie powoli upaść na miękkie, jesteśmy świadkami przykrego lecenia prosto na beton. Twarzą w dół. Szkoda.

Chciałem napisać na koniec coś wesołego, na poprawę nastroju, ale skoczkowie też zawiedli, a Justyna sobie spokojnie odpoczywa trenując ciężko (jakiż śliczny oksymoron milordzie). Wszystkie zawody ostatnimi i najbliższymi czasy odbywają się w porach kiedy ja nie mogę ich obejrzeć. Siedzę w domu całymi dniami i wychodzę na 2 godzinki. Tak, akurat te 2 godzinki kiedy coś się dzieje...

O, już wiem! Szczypiornistów obejrzę!

Mogę spać spokojnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz