Czyli znaczy się szukam wytłumaczenia przed samym sobą, że w zasadzie to od tygodnia nic nie napisałem. Ba, dołożę sobie więcej - nawet pisząc to co teraz piszę nie jestem do końca przekonany i chętny do dalszego pisania. Cóż, prawdę mówiąc czasem tak bywa, że nie ma się ochoty pisać i już. Nic na siłę.
W tak zwanym międzyczasie zdarzyło się względnie niewiele. Wystartowałem w kolejnym biegu z cyklu GP Łodzi - dystans 5 km - miejsce 29. Lepiej niż ostatnio co mnie bardzo zadowala. W trakcie biegu myślałem, że tylko ja czuję się tak beznadziejnie, bez żadnej świeżości i dobrego samopoczucia. Okazało się, że większość startujących została "zdeptana" przez śnieg. Tak czy siak - ogólna impresja na plus.
Dochodziłem do siebie aż do środy i chyba nie dojszłem byłem do końca bo biegało mi się średnio. Niby fajnie, bo równa i wygodna droga, ale z drugiej strony było bardzo mokro i jakoś tak bez przekonania. W czwartek już dużo lepiej, ale i tak odczuwałem wcześniejsze śniegowe przegięcia. Ciekawe co przyniesie późniejsze dzisiaj, bo powinno być przyjemnie, ale zawsze jak tak pomyślę to tak nie jest.
Co poza tym? Djoković wygrał męskie AO co mnie równie nie dziwi co cieszy. Widzew awansował do finału Copa del Sol, co mnie równie dziwi co cieszy, a poza tym to sezon ogórkowy pełną parą. Nawet ja, szukający sportu nawet tam gdzie nie ma go prawa być nie mam specjalnej potrzeby polować na transmisje w tv.
Sportowe wakacje. Dobrze mi z tym bardzo, bo weny do twórczości nie mam ani odrobinkę. Toteż kończę moje wypociny i nie wiem kiedy znów coś napiszę.
Czyli pewnie jutro, jak na złość sobie samemu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz