czwartek, 28 lutego 2013

One love

Mimo, że momentami jest ciężko, lubię biegać. Szczególnie teraz, kiedy już mam na tyle zadowalającą mnie kondycję, że nie jest to dla mnie jakieś mega wyzwanie. Dawno nie byłem na basenie, ale chętnie bym popływał. Zresztą nie po to robiłem kurs instruktorski, po którym nie odebrałem legitymacji, żeby teraz nie lubić pływać. Ogromną radochę dają mi spacery, i te wolne i te szybsze. Mam trochę do siebie wyrzut, że nie robię już sobie takich 10 kilometrowych wycieczek jak to kiedyś zwykłem. Trzeba do tego wrócić. Mam ogromną ochotę pograć w piłkę nożną. Szkoda, że brak ekipy do grania nieco wiąże mi ręce. Nie masz z kim zagrać w siatkówkę? Mimo zabójczego wzrostu chętnie poodbijam, możemy nawet zagrać o jakąś stawkę. Tenis to moja kolejna nie spełniona miłość. Może jeszcze kiedyś wrócę do regularnego trenowania dwa razy w tygodniu? I to może na własnym korcie? ;) Pan Trener Zych sprawił, że nawet na mecz kosza dałbym się namówić, chociaż tutaj nie zabłysnąłbym raczej umiejętnościami... Spływ kajakowy? Proszę bardzo. Narty? Tej zimy będzie już ciężko, ale w następnym sezonie - why not? Jak się uprę to nawet na wspinaczkę skałkową dam się namówić, a co mi tam!

Kocham aktywność. Mentalne owsiki nie pozwalają mi usiedzieć w miejscu, kiedy się nie ruszam mam nadmiar energii, z którą nie mam pojęcia co zrobić. Każda forma aktywności fizycznej jest super. Są tacy, którzy są wierni jednej dyscyplinie. Są też tacy jak ja, że jak będzie okazja, to dadzą się namówić na wszystko. Chociaż muszę przyznać się do czegoś. Możesz mi proponować co Ci tylko do głowy przyjdzie. Możesz mnie prosić, błagać na kolanach, zanosić na rękach. Wiedz jedno. Co by to nie było - jeśli alternatywą będzie rower - nie ma szans, żebym dał się namówić.

Tak jest, rozpocząłem kolejny sezon. Owszem, mógłbym jeździć cały rok, także zimą, ale nie chcę, żeby niektóre osoby martwiły się o mnie. Zostałem o to ładnie poproszony. Zresztą - gdyby nie ta trzymiesięczna przerwa, nie smakowałoby to tak samo. Kurczę, głód rowerowy miałem już od miesiąca co najmniej. Codziennie sprawdzałem pogodę, kiedy się poprawi na tyle, żeby powiedzieć sobie i innym - koniec zimy, zaczynam jeździć. Poza tym, w tym roku chciałem poczekać ze startem na Love. Zabieg motywacyjny ;).

Doczekałem się wczoraj. To jest to co uwielbiam, damn! Szybkość, niezależność, istota wolności. Jadę jak chcę, gdzie chcę i kiedy chcę. Nie stoję w korkach, ciągle poruszam się do przodu. Nie wlekę się tak, jakbym szedł pieszo czy nawet biegał. Uwielbiam to, dzięki temu czuję, że żyję! Ten entuzjazm na początku każdego sezonu jest nie do porównania z niczym innym! Wiadomo, że raz jest lepiej, raz gorzej. Niejednokrotnie przemęczyłem się, bo musiałem udowodnić, że będę jeździł zawsze i wszędzie, trudno. Szybko się regeneruję.

Ważne jest to, że mogę żyć po swojemu, a taką wolność daje mi rower. Teraz jeszcze troszkę będzie mnie ograniczać trenowanie do maratonu i kurs w weekendy. Jednak, kiedy już będę po jednym i drugim... No, to wtedy każda wolna chwila to będzie chwila z rowerem. Co roku moja miłość dojrzewa coraz pełniej, mam coraz ciekawsze plany. W tym roku nie ma odpuszczania, pora zacząć je realizować!

Tak dla informacji - biegałem wczoraj. 60 minut. Luzik pełen. W niedzielę zawody, dla mnie ostatnie przed maratonem. Mam nadzieję, że zleci, bo już chciałbym być po. Sorry bieganie, rower wygrywa ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz