piątek, 1 marca 2013

Dziwne...

Cały ten dzisiejszy dzień jakiś dziwny. Spało mi się dziwnie, wstawało też. Potem załatwianie badań do pracy, czyli od lekarza do lekarza, a wystarczyło od razu pojechać na Zgierską i miałbym dziś 2 godziny więcej dla siebie i dużo więcej sił pod wieczór. Najeździłem się rowerkiem sporo jak na 3 dzień w sezonie. Nawet Love była dziwna, bo naszykowała się bez oporów i gdyby nie zagubione nauszniki zacząłbym podejrzewać, że ktoś mi ją podmienił ;). Potem dwie bardzo przyjemne przejażdżki i rzekłbym, że dziwność tego dnia odeszła w niepamięć.

Chcesz jednak człecze czegoś dziwnego zaznać? Obejrzyj mecz Ekstraklasy! Absolutnie niezrozumiałe sytuacje dają za darmo!

No bo jak wyjaśnić fakt, że Polonia Warszawa, TA Polonia Warszawa, wygrywa z Lechem na wyjeździe. Tak, dokładnie ta Polonia, prowizorycznie pozszywana niczym piłka afrykańskiego dziecka (bez oskarżeń o rasizm proszę, odsyłam do najnowszego National Geographic) przez trenera Stokowca. Drużyna, która według wszystkich logicznych reguł powinna ledwo co ciułać piłkę i rozpaczliwie bronić się przed katastrofą.

Dobra, mogę przyznać, że gdyby nie szybko strzelona bramka, to mecz ułożyłby się inaczej. Jednak sami sobie Lechici winni, że dali sobie taką bramkę wbić. Gol urody przepięknej, ale tyle miejsca ile Piątek dostał przed polem karnym, to nawet w Sejmie się nie znajdzie. Zresztą, po stracie bramki Kolejorz nie rzucił się do odrabiania strat. Nie wiem na co czekali piłkarze z Poznania, chociaż wyjaśnienie "na przerwę" zdaje się być równie głupim i prostym, co słusznym.

Żeby było dalej śmiesznie, to w drugiej połowie okazało się, że jednak moszna! Absolutna dominacja Lecha, poza kilkoma fatalnie rozegranymi kontratakami Polonii. Tak teraz sobie myślę, że pretensje można mieć do bramki od strony nieczynnego dziś Kotła. Chyba tak się zauroczyła golem Piątka, że postanowiła nie wpuścić już żadnej innej piłki w swoje progi. Wierna kobieta. Nie zaglądałem do statystyk meczowych, ale gołym okiem było widać, że Lechici bombardują Czarne Koszule niczym Alianci Drezno. Niestety, proporcje okazały się być fatalne w skutkach dla Kolejorza. Bomby były może głośne i duże, ale malutko w nich prochu. Niewybuchami jeszcze nikt wojny nie wygrał.

I w ten oto przezabawny sposób drużyna z długami, osłabiona jak tylko się da, nawet niespecjalnie lubiana w rodzinnym mieście zainkasowała trzy punkty. Jedno trzeba im oddać - organizacja w defensywie nie zawodzi. Podobnie jak z Lechią nie dawali rywalom szans wykreować czegoś rzeczywiście klarownego. Nawet sytuacje Trałki, Hamalainena czy Ślusarskiego tak w stu procentach czyste nie były. Naoglądali się chyba Milanu z Barceloną i teraz kozaczą ;). Trener Stokowiec robi kawał dobrej roboty. Niestety przy tym stanie finansów Polonii za szybko się złotego pomnika nie doczeka...

Jutro gra Widzew, stawiam na zwycięstwo. Kogo jak kogo, ale Ruch to powinniśmy ograć. Wystarczy, że zagramy jak ze Śląskiem, a na mecz nie dojedzie rodzina błędów. Napisałbym z dużego B, ale wiem, że są piłkarze o tym nazwisku i jeszcze by się obrazili ;). Ja i tak większości meczu nie obejrzę, więc niech się dzieje wola niebios!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz