czwartek, 21 lutego 2013

...że tobie się chce, czyli wraca Ekstraklasa

Na świecie wiele jest lig piłkarskich, każda z pewnością warta zainteresowania. Jednak tylko nasza, rodzima, ma w sobie to coś co przyciąga i elektryzuje mój umysł niczym gigantyczny magnes w kształcie futbolowej piłki (z odpadającymi łatami swoją drogą). Po długich trudach zimy, kiedy piłkarze pracować musieli ciężko, a kibice musieli ciężko wzdychać karmiąc się jedynie miernymi sparingami liga powraca! W związku z tym, wpisując się w mało oryginalny nurt, postanowiłem spisać swe proroctwa na nadchodzące kilka miesięcy, do czasu ostatecznego wyboru drużyny, która w tym roku dostąpi zaszczytu odpadnięcia z el. Ligi Mistrzów!

Obserwacja dołu tabeli wykazuje ogromny potencjał nudy i wczesnych rozstrzygnięć. Dorobek punktowy po rundzie jesiennej każe ślepo wierzyć, że drużyny z Bełchatowa i Bielska - Białej pożegnają się w tym roku z Ekstraklasą. Czy ktoś będzie tęsknił, żałował? Wątpię. Szczególnie, że działacze i piłkarze obydwu drużyn zdają się być pogodzeni z faktem przywitania w przyszłym roku 1. ligi. Ba, chyba nawet są zadowoleni, bo to kłopot mniejszy i wstyd tak nie idzie w całą Polskę. Podbeskidzie może kiedyś sobie pozwoli na powrót w najwyższe progi, w końcu po coś ten stadion się buduje. GKS niech może lepiej nie wraca, bo i po co? Swoje 5 minut mieli, wykorzystali, szkoda miejsca na drużynę, na której meczach pojawia się po 1,5 tysiąca widzów.

Radują się więc zacnie w Kielcach i Chorzowie, bo w ten sposób mogą spokojnie przewegetować wiosnę, grając "swoje", bez paniki i konieczności robienia nie daj Bóg jakiś poważnych transferów. Pomału ku kolejnemu sezonowi, może znów szczęście dopisze i nawet pomimo straty takiego Piecha, Ruch będzie w stanie się bezstresowo utrzymać? I tak dalej i tak dalej...

Kolejne trzy pozycje w tabeli to drużyny z grupy "chcem, ale nie umiem". Znaczy się Wisła, Zagłębie i Jaga, czyli ambicje są spore (szczególnie w Krakowie), ale jakoś tak czegoś brakuje. Czy po zimie należy się którejś z tych drużyn specjalnie bardziej obawiać? Zagłębia na pewno - przykład zeszłoroczny nakazuje przynajmniej mieć się na baczności, nigdy nie wiadomo co im do głowy strzeli i zaczną grać na poziomie mistrzowskim. Szczególnie, że kasa pełna, brzuszki też, stadion ładny, czym się tu stresować? Jeno grać! Wisła się w ostatnim czasie nieco skisła (ha ha ha) i podstarzała. Powrót Kamila Kosowskiego to zaiste wspaniałe posunięcie, dające nadzieję na taką samą bryndzę jaką obserwowaliśmy do tej pory. Potrzeba zmian, oj potrzeba, ten rok to już na pewno katastrofa, przyszły przeznaczyłbym na "zmianę pokoleniową". Szansa na jakąś poważniejszą walkę? Za dwa lata, przy dobrym gospodarowaniu piłkarzami. Na deser Jaga, czyli pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz czym zaskoczy Cię trener Hajto i jego wesoła kompania. Niby szału nie robią, niby środek tabeli, od groma remisów, ale jak trzeba to potrafią zaskoczyć i opędzlować czołówkę. Drużyna z potencjałem, ale co z tego wyjdzie to nawet sam Pan Trener Hajto nie wie.

Kolejne trzy drużyny i już w ogóle nikt nic nie wie, nie ma pojęcia i o co generalnie chodzi? Widzew pozostawię na deser, najpierw Piast i Pogoń. Beniaminkowie. A jak beniaminkowie to nie mają nic do stracenia w tym sezonie i grają swoje. Grają póki co całkiem nieźle chociaż jedni i drudzy nierówno. Spokój w utrzymaniu mają, więc mogą już pomału martwić się o przyszły sezon, który dla beniaminków zawsze jest gorszy. Ja trzymam kciuki za jednych i drugich, bo grać fajnie i przyjemnie dla oka potrafią, wstydu lidze nie przynoszą. Póki co drużyny środka, ale chętne do zaskoczenia czołóweczki, oj chętne nad wyraz. Mogą namieszać w planach niejednemu.

No i Widzew. Czyli ta najbardziej obiektywna zapowiedź ;). Polityka transferowa, nieco wymuszona biedą w kasie okazuje się być strzałem w 10. Młodzi piłkarze grają bardzo ładnie, chociaż także dość nierówno - ale taki jest urok futbolowej młodzieży. Z każdym meczem krzepną coraz bardziej i zwiększają swoje szanse wraz ze wzrostem doświadczenia. Półroczne kontrakty przynoszą owoce, w postaci możliwości wywalenia tych, którzy się nie sprawdzili, bez obciążania budżetu. W ich miejsce przychodzą nowi, tacy zapowiadający się sympatycznie. Dla mnie, szczególnie w kontekście osłabienia się w zasadzie wszystkich "z góry" to będzie czarny koń rundy wiosennej. Szansa jest ogromna, trener zacny, drużyna pokazała że radzi sobie z lepszymi (Copa del Sol!), a jeszcze doping ma wrócić i zamiast przykrych porażek i remisów u siebie mogą pojawić się zwycięstwa... Wiem, wiem, marzyć jest pięknie, ale te marzenia wydają mi się w tym roku wyjątkowo rzeczywiste ;).

No i co, został "czub". Sześć najlepszych drużyn, z których dwie się wzmocniły, trzy się osłabiły, a jedna utrzymała co ma (w większości), ale za to ma dużo problemów "dookoła". Ta ostatnia to oczywiście Śląsk, z którym kompletnie nie wiadomo o co chodzi. Solorz ma odejść, mają przyjść Niemcy, Szejkowie, Marsjanie, mówiło się też o Eskimosach, ale okazało się to plotkami. Zostanie pewnie klasycznie - miasto. Czyli z imperialistycznych planów nici, zamiast pełnej kasy - puste trybuny. Chyba potencjał jaki przyniosło mistrzostwo i nowy stadion zostanie zmarnowany, niestety...

Lechia i Górnik - czyli niby to samo, ale jednak coś się nie zgadza. Rewolucji kadrowych nie było, w sumie odeszło po jednym istotnym piłkarzu. Tylko właśnie - czy nie okaże się, że po odejściu kluczowych snajperów gra padnie? Obawiam się, że tak właśnie może się to skończyć i z pięknych marzeń zostaną tylko ładne stadiony... Chyba, że ktoś uważa, że Zahorski = Milik, a Traore = Buzała?

Polonia Warszawa, czyli rozbiory w wersji "początek XXI wieku". Powiedziałbym, że teraz to już katastrofa. Pieniędzy brak, piłkarzy brak, szans brak. Tylko jesienią też tak miało być, a skończyło się tak jak się skończyło. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, na ciężkie bęcki zbierane przez Czarne Koszule, też skłaniałbym się ku tej opinii. Jednak co życie i trener Stokowiec przyniosą, nigdy nie wiadomo...

Na koniec cudowne zjawisko Ekstraklasy, czyli wzmocnione drużyny. Może Lech nie tak bardzo jak Legia, ale jednak. Jeśli nie dojdzie do jakiejś dziwnej sytuacji, jak z zeszłego roku, jeśli nie okaże się, że czołową drużyną ligi stanie się Jagiellonia i jeśli zdrowy rozsądek ma jeszcze jakąś rację bytu w Ekstraklasie, to pomiędzy tymi dwiema drużynami rozstrzygnie się sprawa mistrzostwa. Ze wskazaniem na Legię, która idąc tą drogą, ma ogromną szansę na wejście w progi Ligi Mistrzów. Chyba, że zimowa wyprzedaż okaże się być odroczona do lata, ale to byłby chyba strzał w stopę? Do tego jeszcze na Żyletę wraca doping, co powinno dodatkowo pomóc piłkarzom. No cóż, bardzo nie lubię jednych i drugich, ale chyba w tym roku muszę się pogodzić z faktem, że są po prostu najmocniejsi i równych sobie mieć nie będą.

Chociaż zapewne kompletnie nie mam racji i 2. czerwca, westchnę sobie wesoło - ach jak słodko było pomarzyć w ten zaśnieżony, lutowy dzień...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz