środa, 5 lutego 2014

Świadomość

Dziś sensowniej niż wczoraj i, tak sądzę, dużo poważniej.

Temat troszkę powiązany z tym poruszanym przeze mnie wczoraj i pewnie poruszanym także w przyszłości, chociaż tak po prawdzie, to powiązany z każdym możliwym zagadnieniem jakie do głowy przyjść może.

Świadomość. Podstawowy element aby osiągnąć cel (sukces), aby się udoskonalać, a moim zdaniem - żeby w ogóle sensownie żyć. Bez świadomości możemy się co najwyżej odbijać jak piłeczka, od lewej do prawej, nie mając za bardzo pojęcia co się z nami dzieje. Pisząc "świadomość" mam na myśli zarówno samoświadomość (znajomość siebie) jak i świadomość otoczenia.

W większości będę odnosił się w tym tekście do biegania tudzież sportu w ogólnym wymiarze, ale pewnie pozwolę sobie na kilka ucieczek poza ramy.

Zacznijmy od samoświadomości. Generalnie wiemy kim jesteśmy, jak wyglądamy, jak się zachowujemy itp. Pytanie "kto?" mamy rozpracowane. Wiem, że Mateusz Bajas, lat 23, 58 kg wagi (przed... a domyślcie się przed czym), 172 cm wzrostu, a potem cała reszta CV, to ja. Drugie pytanie, padające w zasadzie automatycznie - "co?". Na dzień dzisiejszy mogę odpowiedzieć - "bieganie" i... tu się zatrzymajmy. Pytanie, które powinno paść po "kto?", to, moim zdaniem, "dlaczego?".

Dlaczego jestem tu gdzie jestem? Dlaczego jestem kim jestem? Co determinuje moją obecną sytuację? Zanim przystąpimy do działania zastanówmy się gdzie i dlaczego jesteśmy. Może obecnie ważymy za dużo, może chcemy coś zmienić ale nie wiemy jak, może już coś robimy, ale sama czynność lub sposób jej wykonania nas nie zadowala. Niezależnie o co chodzi - postawmy w chwili obecnej punkt i przeanalizujmy całą sytuację wstecz.

Można przeprowadzić taką analizę w myślach, spisać na kartce, opowiedzieć komuś innemu, wytańczyć, wymalować, wydłubać w korze, nieważne. Ważne jest poznać przyczyny, dzisiejszych skutków. Brzmi to groźnie, ale nie bójmy się ocenić siebie pozytywnie. Odrzućmy swoją skłonność do deprecjonowania siebie. Bądźmy szczerzy w stu procentach, bo z kim jak z kim, to z sobą samym możemy sobie na to pozwolić bez żadnych konsekwencji.

Wiemy już co sprawiło jacy jesteśmy w chwili obecnej? Dowiedzmy się zatem... jacy jesteśmy w chwili obecnej, tylko tym razem głębiej. Poznajmy swoje cechy, wszystkie jakie uda nam się znaleźć. Nie zakładajmy z góry "wad i zalet". Oceńmy swój charakter przez pryzmat siebie, a nie utartych schematów. Dla jednego upór będzie głównym atutem, dla innego pierwszą rzeczą do wyeliminowania. Zastanówmy się co lubimy czego nie, co jest naszą silną stroną a co słabą. W końcu uda nam się stworzyć obraz siebie. Subiektywny jak cholera, ale taki właśnie ma być. Nie pytam mamy, czy uważa, że moja marzycielskość jest dobra czy nie. Znam jej zdanie na ten temat, ale sam oceniam tę cechę podług własnej miary. Tak ze wszystkim.

Dobrze, wiemy już dlaczego i kim jesteśmy, wróćmy więc do pytania "co?". Co chcemy zrobić? Może własnie zbieramy się do rozpoczęcia treningu biegania? Może chcemy zacząć pisać książkę? Może to pora na naukę języka obcego? Może jeszcze coś innego?

Nieważne co to będzie, musimy znać konkret. "Biegam" brzmi fajnie, ale co się za tym kryje? Biegam maratony - już brzmi lepiej. Biegam rekreacyjnie, dla zdrowia - i trzymam kciuki. Biegam dla dziewczyny -...błąd! Cokolwiek by to nie było, pamiętaj - robisz to dla siebie. Tylko i wyłącznie. Możesz zadedykować komuś start, książkę czy utwór, ale na tym koniec. Dlaczego? Bo kiedy przyjdzie gorsza chwila, stwierdzisz z pianą na ustach, "wszystko przez nią! To przez tą paskudę biegam, chrzanię to, przestaję". Jestem pewien, że samemu sobie takich wyrzutów nie urządzisz.

Okej, mamy cel. No to teraz kombinuj dalej. Masz już niemałą wiedzę o sobie, więc możesz zapytać siebie "w jaki sposób?". Każdy ma swoją metodę. Jeden będzie szykować się do pierwszego maratonu 5 lat, inny uzna, że zapisuje się na pierwszy lepszy start, bo inaczej nie da rady się zmotywować. Czasem będzie to głupie czy irracjonalne, ale jeśli dobrze się z tym czujesz, to czemu nie? Jeśli znasz samego siebie odpowiednio, to od razu trafisz na właściwą metodę.

Wiesz już co i jak? To dobrze. Są jednak rzeczy, których nie przeskoczysz. Rzeczy, których się nie lubi, ale robić czasem po prostu trzeba. Długie wybiegania brzmią fajnie jak się po skończeniu opowiada rodzinie, ale choćbyśta mnie wołami ciągneli to nie przekonacie mnie, że są fajniejsze niż konkretny interwał. Nie zmienia to faktu, że przed maratonem swoje muszę po prostu wybiegać i już. Co robić? Polub wroga. Skup się na udoskonalaniu tego co najgorsze. Te przyjemne części zazwyczaj łatwo rozwinąć czy chociaż utrzymać. Jeśli uda ci się okiełznać wroga, jeśli nie polubić, to chociaż się z nim dogadać - jesteś w domu. Pracuj nad nielubianym!

Brawo, znasz już pewnie siebie, swój cel i plan do jego osiągnięcia w stopniu większym niż przeciętny. Nie zapomnijmy jednak, że żyjemy w społeczeństwie, chcąc, nie chcąc. Co to znaczy? Ano, inni ludzie są, byli i będą. Zawsze będą mówić, myśleć, patrzeć, oceniać, kontrolować i wymyślać inne bzdurne zachowania. Na to już wpływu nie mamy. Tym bardziej musimy udoskonalać wiedzę o sobie, aby nie dać złapać się w sidła.

A skoro znasz już siebie, to łatwiej ci będzie odnaleźć się w tłumie. Jedni lubią błyszczeć w pierwszym rzędzie, inni preferują zostać w tle, jedni lubią robić coś solo, inni w zespole, jedni zajmą się organizacją wszystkiego co tylko możliwe, inni pozwolą sobie na skromny wkład tylko przy tym co jest im najbliższe. W tym ulu dla każdego zawsze znajdzie się miejsce. Konsekwentnie dąż do osiągnięcia i utrzymania tego krzesełka, które zdaje ci się najbardziej pasować, wtedy będziesz mógł się realizować.

I pamiętaj - będąc świadomym trudniej dasz się złapać w pułapkę. Są ludzie, którzy będą próbowali cię oszukać, okłamać, wmówić ci coś dla swojej korzyści. Trafiają się tacy, który zrobią wszystko żeby cię zniechęcić. Niektórym twoja działalność może zdawać się niewygodna. Po pierwsze i najważniejsze - nie przejmuj się nimi. Po to znasz siebie i po to robisz coś tylko i wyłącznie DLA SIEBIE, żeby zdanie innych osób na ciebie nie wpływało. Niech się śmieją, krzywo patrzą i szyderczo krzyczą. To jest ich problem, a nie twój.

Nie daj się zakręcić. Kiedy ktoś poleca ci coś, dajmy na to - buty do biegania, zawsze się zastanów, czy robi to ze szczerego serca, czy po prostu zyska coś na tym. Może to mało humanitarne i cyniczne, ale ludziom z reguły się nie ufa. Szczególnie w obecnych czasach, kiedy informacja posiada największą wartość. Koniec końców i tak okaże się, czy miałeś do czynienia z przyjacielem czy hipokrytą. Buty sprawdź samemu, żaden sklep nie odmówi ci możliwości przymiarki. A jak w necie piszą "Adidas siusiaki, kupujcie Najki" miej na względzie, że papier przyjmie wszystko.

Na koniec - poleciałem z kazaniem i kaznodziejstwem, ale może komuś się to przyda. Na koniec pamiętaj - nie ufaj żadnym poradnikom. Także takim jak ten mój (to wyszedł mi poradnik?) tutaj i takim jak pewnie napiszę. Każdy dzieli się swoimi informacjami według jakiś określonych przez siebie samego standardów. Pamiętaj, że swój poradnik piszesz wyłącznie ty sam, każdego dnia. Słuchaj innych, pewnie. Często nawet w najbardziej durnej opowiastce znajdzie się chociaż słowo warte rozważenia. Jednak bądź świadomy. Rozważnie analizuj co jest warte uwagi, a co wyrzucenia do kosza. Twoja świadomość niech będzie jak sito. Przesiewaj przez nie wszystko co złapiesz w ręce. Jeśli przyłożyłeś się do roboty oczka twojego sita zawsze zostawią złe na wierzchu, a dobre przepuszczą dalej.

Nie daj się omamić, rób swoje i dąż do celu.

Powodzenia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz