poniedziałek, 24 lutego 2014

Duma

Jestem zdania, że każdy z nas powinien być w pierwszej kolejności egoistą i życiowe kroki prowadzić przez pryzmat własnych przekonań, opinii czy przeczuć. Nie oznacza to jednak, że neguję relacje międzyludzkie i  uważam, że każdy powinien patrzeć na koniec swojego nosa, a resztę ludzi traktować najwyżej jako środki do osiągnięcia celów. Często, bardzo często, okazuje się, że we dwie osoby osiągnie się jednak więcej niż działając w pojedynkę. 1+1 częściej równa się 3, niż 2.

Doskonałość to, moim zdaniem, zbiór małych cząsteczek, które same w sobie nie mają wielkiej wartości, ale zebrane w całość tworzą coś perfekcyjnego. Katedrę w Kolonii tworzy wielka masa odpowiednio ułożonych cegiełek, połączonych ze sobą nierozerwalnie, nie jest to jeden wieli blok skały.

Tak samo jest z ludźmi. Łącząc się w grupki czy grupy dokładamy swoje cegiełki. Czasem służy to osiągnięciu jakiegoś wspólnego celu (jak w drużynie piłkarskiej), a czasem wspólny wysiłek pomaga rozwijać się jednostkom (jak relacja trener - zawodnik). W zasadzie nie ma to żadnego logicznego uargumentowania, ale nie da się zanegować faktu, że w grupie łatwiej nam się działa. Na dyskotece w podstawówce łatwiej było zagadać do dziewczyny o taniec, jeśli nasz kumpel też szedł zagadać do swojej ulubienicy. W zasadzie to żadna różnica - ja jestem ten sam, dziewczyna ta sama, piosenka ani odrobinę inna, ale jednak "albo idziemy obaj, albo żaden z nas".

Do czego dążę? Kiedy nie udawało się nam wyciągnąć dziewczyny do tego tańca, to czuliśmy satysfakcję, patrząc jak kumpel szczęśliwy wywija z partnerką. Nasz wysiłek nie poszedł na marne. Sami nie odnieśliśmy korzyści, ale przynajmniej dzięki nam ktoś się zdecydował zadziałać i osiągnął sukces.

To jest właśnie duma. To jest ta radość jaka pojawia się, kiedy dołożyliśmy swoją cegiełkę i patrzymy na gotową już katedrę w Kolonii. Nie jest w całości naszym dziełem, ale bez nas nie byłoby całości. To troszkę łaskotanie własnego ego, ale zdecydowanie, moim zdaniem, uzasadnione.

Ja czuję dumę już od dłuższego czasu, patrząc na mojego tatę. Wykaraskał się z kłopotów, które ciągnęły się za nim przez lata. Potrafił zagrać kartą, która do tej pory wydawała mu się nieodpowiednia, podbił stawkę kładąc wszystko co ma do banku i wygrał. Szukał siebie i pasji i wydaje mi się, że ją odnalazł. Zainspirowany moim startem w maratonie zaczął biegać.

Wczoraj zadebiutował. Nie jest z siebie zadowolony, bo wie, że mógł dać z siebie więcej, ale to jest kwestia braku doświadczenia. Ja też skaszaniłem swój pierwszy start. Pierwszy raz jest zawsze nieco rozczarowujący, ale dzięki temu mamy motywację do pracy nad sobą. Mistrzostwo jest efektem, a nie przyczyną.

Najważniejsze jest dla mnie, że tata trzyma się mocno. Cały czas trenuje, kroczek po kroczku zbliżając się do swojego celu - maratonu. Mam świadomość, że gdyby nie ja pewnie nie zacząłby treningów w zeszłym roku, mam więc trochę poczucie, że to ja jestem w tym przypadku jego tatą. Dlatego tak bardzo wczoraj rosło mi serducho, kiedy widziałem, jak dobiega do mety zdobywając swój pierwszy szczyt. Oby tak dalej!

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że teoretycznie powinno być tak, że skoro zaczęło się ode mnie i ja mam większe doświadczenie, to tylko ja dokładam cegiełki do sukcesu taty, w zamian otrzymując tylko dumę. Otóż nie! Tatko tak bardzo wkręcił się w temat biegania, że już postanowiliśmy wystartować w maratonie w Poznaniu, w październiku. Do tego na pewno zaliczymy po drodze jeszcze mnóstwo zawodów na krótszych dystansach. Sam bym się pewnie tak bardzo nie zmotywował, ale przecież 1+1 nie równa się 2!

PS Tak samo fajnie słucha mi się, że moi dobrzy znajomi z pracy właśnie znów zaczęli biegać. Jestem z Was mega dumny! Tak samo jestem dumny z mojej Love, że chociaż póki co przeziębienie nie pozwala jej na to, jest zdecydowana zacząć dużo spacerować, zarówno sama jak i ze mną. Jeja, mam wielką satysfakcję patrząc jak innym też się udaje!

I nie byłbym sobą, gdybym nie napisał, że z siebie też jestem troszkę dumny. 2 minuty poniżej założonego czasu, to powód do zadowolenia, ale już wiem, że stać mnie na więcej ;).

Per aspera ad astra!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz