Dzisiejszy dzień był szalony i basta. Na tyle szalony, że nie wiem czy uda mi się skończyć to pisać zanim skończy się ten dzień... Tak czy siak - ja nie o tym.
Ja o tym, że byłem od rana biegać, a potem miałem bardzo mało czasu, żeby się naszykować do kina. Dlaczego miałem bardzo mało czasu? Bo rano, zamiast, jak normalny człowiek (he he), zjeść śniadanie i pójść biegać (i wiadomo skąd to he he, he he), to ja nie, włączam sobie eurosport, a tam, oczywiście, kurde blaszka, ja pitole, Lleyton gra na Australian Open. No nie zobaczyć chociaż kawałka Lleytona na AO, to jak w ogóle nie zobaczyć AO. Oczywiście grali ostatni set, więc co robię ja? Wlepiam gały w mój wielocalowy telewizor i oglądam...
...a minuty uciekają.
Miałem iść biegać o wpółdo. Wystarczy, w sumie za dwadzieścia. No za piętnaście max... Dzięki Panowie Seppi i Hewitt, to właśnie dzięki Wam wyszedłem z domu troszkę później niż pięćdziesiąt po... No a potem to już wiadomo. Bieganie przez 70 minut.
Kupiłem sobie dziś powerade na drogę. To znaczy na trening. Bardziej niż na samym powerade zależy mi na butelce po nim, ale kit z tym. Ważne, że postanowiłem uzupełniać płyny podczas treningu. Czy się sprawdziło? Odpowiem dyplomatycznie - dzisiejszą formę mogę zawdzięczać temu, że akurat dzisiaj biegło mi się bardzo dobrze, ALE uzupełnianie płynów po drodze mogło mieć na to wpływ.
Tak szczerze mówiąc czułem się dużo lepiej niż bez picia po drodze. Nie zamierzam jednak wyciągać wniosków po jednym treningu, także swoje opinie na ten temat będę opisywał w późniejszych odcinkach.
W tym odcinku spodobała mi się jeszcze jedna rzecz. Pogoda dziś w trakcie mojego biegania była, po prawdzie, paskudna. Śnieg sypał, nieco zawiewał wmordęwind, chłodnawo, a do tego jeszcze wilgotno. Tymczasem biegnąc poprzez łódzkie ostępy udało mi się spotkać kilku biegaczy, w tym dwie kobiety. Zastanawiam się teraz czy:
a) cieszę się, że biegały
b) cieszę się, że obie odpowiedziały na moje pozdrowienie (dawno chciałem się podzielić tym przyjemnym uczuciem, że starożytno - rzymski gest "ave" wciąż jest przez nas używany w celu pozdrowień!)
c) cieszę się, że druga z nich była ładna (ale miała bidulka tak grubą i wielgachną czapę, że aż mi jej szkoda...)
Dodam, że wszystkie odpowiedzi są prawdziwe.
Cieszy mnie to, że w końcu ruszyliśmy się z domów. Ja, Ty, Oni, One, My i Wy. Coraz mniej dziwnym staje się bieganie, coraz częściej powodem do chwały staje się docieranie w miejsce x per pedes.
W związku z tym dziś pozdrawiam wszystkich biegaczy, piechurów, łazików i tych innych wariatów, którzy wolą przegnać z buta całą Piotrkowską, niż cierpieć w środkach masowej komunikacji, a w szczególności Tatę i Sąsiada.
No i nie zdążyłem dzisiaj, które jest już wczoraj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz