niedziela, 12 stycznia 2014

Ciężko

Znowu cicho. Tak to ze mną już jest, nie ma się co tłumaczyć. W sumie wolę przestać pisać bloga niż przestać biegać, także nie jestem specjalnie pełen wyrzutów.

Ciężko się wraca, bo nie wiadomo od czego zacząć. Zacznę więc od tego, że zaczynam bo zaczyna się mój ukochany, najlepszy tenisowy turniej na świecie. Moje kochane Australian Open. W tym roku niestety nie dam rady tak mocno śledzić rozgrywek jak w poprzednim, ale postaram się chociaż mieć oko na to co się dzieje i jak będzie okazja to obczaić jakiś meczyk czy dwa.

Biegam cały czas, chociaż kombinuję jak mogę, żeby pogodzić obciążającą fizycznie pracę i treningi. Wychodzi różnie, ale sądzę, że i tak trzymam się całkiem nieźle. Nie odpuszczam treningów, nie obcinam obciążeń, czasem muszę odpuścić jakąś jednostkę treningową po prostu z braku czasu, a nie z braku chęci. Marzy mi się mieć tyle czasu co w zeszłym roku...

I tu docieram do motywu, który skłonił mnie do napisania. Ciężko jest zdecydować co jest dla nas najważniejsze. Trzeba dużo próbować, eksperymentować i wyciągać wnioski. W pewnym momencie poczujemy, co tak naprawdę jest dla nas istotne w życiu i co chcemy robić, żeby być szczęśliwymi. Ja już wiem, chociaż w sumie wiedziałem to od dawna, że chcę życie poświęcić na podróże i sport. Zarówno jako "odtwórca" jak i, powiedzmy, organizator. Chciałbym być przewodnikiem (czynnym ;)), trenerem, współorganizatorem, ale też pielgrzymem, pasażerem, zawodnikiem. Ten rok będzie, miejmy nadzieję, przełomowy. Chcę się poświęcić całkowicie pasji, tak żeby pracować i żyć jednocześnie. Bo z całym szacunkiem dla mojej obecnej pracy i pewnie innych, też możliwych - nigdy nie będę szczęśliwy i usatysfakcjonowany na etacie. 

Ciężko jest, ale mam nadzieję, że ciężko nie będzie. Nic nie daje takiej satysfakcji jak zmęczenie po czymś przyjemnym. 

Jak ja bym chciał już być na trasie maratonu, matko, jak to uzależnia, już od pierwszego razu! Przecież to boli jak cholera, niemiłosiernie. Chcę już poczuć ten ból kolan!

I z każdym dniem spędzonym w oazie spokoju "Olsza" coraz mniej toleruję miasto. Daj Boże żyć kiedyś na wsi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz