poniedziałek, 30 września 2013

Nic nas nie zabije

Tak, tak. Początkowo tytuł miał brzmieć "Nic mnie nie zabije". Jednak okazało się, że ktoś oprócz mnie złapał o co chodzi w bieganiu.

Ale od początku.

Wróciłem do biegania. Tym już zdążyłem się pochwalić. Nie zdążyłem się jednak pochwalić tym, co sprawia, że uwielbiam ten sport. Gdy biegnę czuję się jakby całe moje ciało i cała dusza wypełniały się nieprzebranymi ilościami pozytywnej energii. W moment na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Czuję jak endorfiny pulsująco rozpływają się po wszystkich zakamarkach do jakich się mogą tylko dostać. A przede wszystkim czuję się niezniszczalny.

Czuję się absolutnie szczęśliwy. Nie zważam na nic i na nikogo. Nie obchodzi mnie, że ktoś się na mnie patrzy, ja się tylko spoglądam i szeroko uśmiecham. Nie obchodzi mnie, że pada, w końcu pod prysznicem czy na basenie też moknę i jakoś mi to nie przeszkadza. Nie obchodzi mnie, że wieje mi w twarz - jestem za chudy i mam zbyt małą powierzchnię nośną żeby mnie zwiało ;). Jestem absolutnie nietykalny i niezniszczalny. Czuję się królem życia i świata.

I chyba właśnie na tym polega szczęście. Taka właśnie jest moja rada - jeśli czegoś Ci w życiu brakuje, potrzebujesz czegoś co doda tej radosnej iskry do szarej codzienności - zacznij szukać. Próbuj, smakuj, testuj, eksperymentuj, tak do skutku. A skutkiem niech będzie to coś dzięki czemu będziesz czuć tę samą nieśmiertelność jaką czuję ja, czy artysta, który spełnia się stojąc na scenie przed tłumną publicznością.

Nie, nie, nie zapomniałem, że miało być o nas. Dzisiaj moja Love zdecydowała się zacząć biegać ze mną. To znaczy w sumie ja zacząłem biegać z nią, ale mniejsza o to ;). Zaczęliśmy od delikatnego marszobiegu i przy tym pewnie zostaniemy jeszcze przez trochę czasu.

Love dała radę, wiadomo jak to na początku, nogi nie te, serducho i płuca też nie bardzo. Sam jeszcze tydzień temu czułem się zatkany. To się poprawi z czasem. Najbardziej budujące było jednak to, że już pod koniec mówiła, że może biec w nieskończoność, że takie szybkie przemieszczanie się (ale nie pośpiech!) sprawia jej mega przyjemność. Teraz, w domku, jeszcze dodała, że rozumie już co czuję. Wcześniej nie rozumiała, bo bieganie kojarzyło jej się z przymusem z czasów szkoły. Tymczasem okazuje się, że bieganie, jeśli odpowiednio się do niego podejdzie, może sprawiać przyjemność. Pozwala poczuć się nieśmiertelnym.

Do tego jest jeszcze druga strona medalu. Dzięki bieganiu, jeśli uda nam się je pociągnąć na dłużej (a myślę, że się uda), możemy stać się nieśmiertelni jako para. Może to być pasja, która jeszcze bardziej scementuje nas, nasz związek. Bo chociaż różnimy się czym się tylko da jeśli chodzi o charaktery, to potrafimy wiele fajnych rzeczy robić razem. Być może bieganie będzie tym, co w nawet najtrudniejsze dni pozwoli nam przełamać wszelkie niesnaski, wspólnie rozładować napięcie.

Sport jest niesamowity, niech ktoś mi spróbuje powiedzieć, że tak nie jest...!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz