poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Toczy się...

...człowieczy los. Dawno nie pisałem, takiej przerwy to już nawet najstarsi Górale nie pamiętają, podobnie zresztą jak zimy. W ogóle odnoszę wrażenie, jakby wszystko co dzieje się wokół mnie było nie takie jak być powinno. Żeby było zabawniej - nie rozumiem przez to jakichkolwiek kwestii negatywnych.

O cóż więc mi chodzi? O pogodę - wiadomo. Pierwszy kwietnia, a ja rowerem w pracy byłem, cholera jasna, 4 razy! Love też cierpi na tę samą przypadłość, jednak z pewnymi kwestiami trzeba się, nomen omen, pogodzić.

Bezprecedensowe jest jednak moje obecne położenie w życiowej sytuacji. Daleki jestem od hurraoptymizmu, a także od stwierdzania, że jest już super i mogę sobie usiąść na laurach. Ba, dziś już wiem, że do końca mojego żywota ciągle będę miał nad czym pracować i co ulepszać. Daje mi to nawet pewną satysfakcję i motywację. Jeszcze nie tak dawno czułem się jak nie posiadający perspektyw młokos, z jakąś tam mglistą koncepcją na życie, jednak bez konkretnego planu, odpowiednich podstaw i pełen obaw. W zeszłym roku o tej porze kończyłem studia, zaczynałem planować wyprowadzkę do Wrocławia, ale poza tym nie wiedziałem nic.

Postanowiłem mocno wziąć się za siebie, złapać w końcu za lejce. Nie umiałem brać na siebie odpowiedzialności, dziś wiem, że nie jest to zbyt ciężki ładunek, a częstokroć wart dźwigania. Dziś wiem, że praca nie gryzie, chociaż nie każda. Jednak pewnie gdyby nie pierwsza nie byłoby drugiej. Z tej obecnej jestem bardzo zadowolony i mam nadzieję, że tak pozostanie. Ze swojej strony robię wszystko, aby pracownikiem być jak najlepszym i, przede wszystkim, w końcu mam ku temu motywację. Jestem dobrej myśli.

Kończę przygotowania do maratonu. W życiu nie powiedziałbym, że będę w stanie kiedyś zmotywować się do 24 tygodni treningu. Wolny duch ze mnie i często po kilku dniach mi się nudziło. Tymczasem nauczyłem się wytrwałości. Zrozumiałem, że czasem na efekty trzeba poczekać i tylko systematyczność przynosi zamierzony skutek. Za dwa tygodnie o tej porze będę pisał jak moje ponad pół roku wyrzeczeń przełożyło się na start moich marzeń. Kurczę, fajnie zrobić w życiu coś, o czym marzyło się od dzieciństwa. Nawet jeśli w 23 tygodniu treningu na myśl o założeniu butów dostaję szału ;).

Nauczyłem się uczyć. To był jeden z powodów rezygnacji ze studiów na rok. Chciałem poszerzyć swoją wiedzę w dziedzinach, które mnie interesują, a nie w takich, które muszę zgłębić. Przeczytałem kilka niezłych tomiszczy, wziąłem się za naukę języków, zacząłem słuchać osób, które wiedzą więcej ode mnie. Wiedza to potężna sprawa i nie zamierzam poprzestać na tym co już wiem, to byłoby samobójstwo. Chciałbym wiedzieć jak najwięcej, ale bez popadania w jakąś chorobliwą ambicję i stawianie sobie za cel "wszystkowiedzenia". Nie na tym rzecz polega.

Skąd u mnie takie refleksyjno - podsumowywujące nastawienie? No cóż, od dawna mnie to gryzie - to raz. Natomiast dwa brzmi - robię kolejny krok w swoim życiu w stronę w którą chcę zdążać. Niektórym może się wydawać, że idę do tyłu. Może tak jest, może to i nawet lepiej. Czasem trzeba się nieco cofnąć, żeby nabrać rozpędu i zdobić dwa kroki w przód. Co z tego wyjdzie - czas pokaże. Ja nie wiem, kiedy dam radę tu znów zajrzeć, ale nie zamierzam zapomnieć o tym blogu. Za dużo daje mi satysfakcji, a może kiedyś doprowadzę jego i jego tajemniczego brata do takiego poziomu jaki chciałbym, żeby reprezentowały. Wszystko pomału, po kolei.

PS Miałem się pochwalić, to się chwalę póki pamiętam. Wygrałem z komputerem w szachy i to chyba ze trzy razy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz